Gość

Zdrowie na talerzu

Bylejakość jedzenia przekłada się na bylejakość życia. Pod wpływem reklam i zwodniczych porad nawet nie zdajemy sobie sprawy, że nie jemy by żyć, lecz żyjemy by jeść.

Kto chce żyć nie po to, by jeść, lecz chce jeść po to, by żyć, niech przyjrzy się największym błędom podczas jedzenia. Gdy nad nimi zapanuje układ trawienny odwdzięczy mu się skuteczniejszym funkcjonowaniem, zacznie przyswajać z pokarmu więcej składników odżywczych, będzie miał więcej energii, poprawi się jakość Jego życia.

Dopóki nie pojawi się głód układ trawienny nie jest gotowy na przyjęcie posiłku. Dla dobrego trawienia potrzeba prawdziwego głodu.

Gdy jemy nie czekając na pojawienie się głodu żołądek wydzieli mniej enzymów trawiennych niż potrzeba do pełnego strawienia treści pokarmowej. Wówczas posiłek trawiony jest niewystarczająco i nieskutecznie. W konsekwencji pojawiają się reakcje alergiczne: zatykanie nosa, pieczenie oczu, ospałość.

Zjadanie więcej niż organizm potrzebuje wywołuje biochemiczny stres układu trawienia, gdyż brakuje miejsca na przechowywanie nadmiaru składników. Np.: zbyt duża ilość węglowodanów rodzi potrzebę magazynowania większej ilości węgli w komórkach tłuszczowych; zbyt duża ilość białek przeciąża nerki, które usiłują usunąć je z krwiobiegu większym nakładem pracy. Podobnie jak w silniku spalinowym – przeciążony szybciej się zużywa.

Niedokładne przeżuwanie, połykanie dużych kęsów powoduje konsekwencje u każdego, nie tylko u tych z kłopotami jelitowymi, także u zdrowych. Efekty pobieżnego, niedokładnego rozdrabniania i przeżuwania są niemal natychmiastowe: zaognienie stanów zapalnych, a to początek wielu chorób, niektóre nazywane są zespołem jelita drażliwego.

Żołądek nie ma zębów, więc wymaga dokładnego pogryzienia jedzenia i wymieszania go ze śliną, bowiem trawienie zaczyna się w jamie ustnej. Tym lepsze trawienie, im dokładniej przerzuty pokarm.

Enzymy w jamie ustnej trawią do 80% węgli, do 15% tłuszczów, do 5% białek, a to zmniejsza ciężar pracy żołądka i pozostałych narządów trawiennych, szczególnie trzustki.

W trakcie zjadania i po zjedzeniu pokarmu rozpoczyna się trawienie, a więc gruczoły wydzielają soki trawienne. Jeśli posiłek zostanie zalany płynem (herbatą, kompotem, napojami, mlekiem, wodą), to enzymy trawienne są rozrzedzane i spłukiwane do niższych partii układu żołądkowo-jelitowego. Tam pokarm zalega dopóki organizm nie wytworzy nowych enzymów, albo przepchnięty dalej niestrawiony przez enzymy ulega gniciu, rozkładaniu przez bakterie, a produkty rozkładu wchłaniają się do krwiobiegu.

Siła życiowa jest marnowana na wytwarzanie nowej dawki enzymów i na zmagania z produktami gnicia niestrawionego pokarmu. Przeciąża to nie tylko układ wydzielniczy żołądka i dwunastnicy, ale wiele organów, których z trawieniem nie kojarzymy.

Różne składniki pokarmowe wymagają różnych enzymów trawiennych, więc też różnego pH. Białka zwierzęce trawione są w bardzo kwaśnym środowisku żołądka (niskie pH). Skrobia lepiej trawiona jest w środowisku mniej kwaśnych soków trawiennych (wyższe pH).

Gdy zjadamy jednocześnie białko zwierzęce i skrobię żołądek jest w stanie zdezorientowania. Dziwne kombinacje pokarmów, jak np. mięso i chleb, mięso i ziemniaki, ryba i ryż są trudne do strawienia pod względem fizjologicznym. Taki pokarm spędza w żołądku znacznie więcej czasu i pochłania znacznie większe zasoby energii.

Wątroba jest nieustannie przeciążana toksynami, konserwantami, substancjami trudno trawionymi i niestrawnymi.

Staraj się nie przeciążać wątroby bezmyślnym łączeniem składników pokarmowych, które do trawienia wymagają różnych enzymów i różnego pH.

O efektywności snu też każdy może sam przekonać się porównując na ile rześki i wypoczęty wstaje, gdy poszedł spać z bezpośrednio po kolacji i wówczas gdy kolację od snu dzieliły co najmniej dwie godziny.

  • Większość problemów zdrowotnych, łącznie z nadwagą, najmniej zależy od pożywienia.
  • W dużej mierze to właśnie rady "speców" od żywienia przyczyniają się do tego, że ciągle rośnie rzesza otyłych.
  • Propagowanie "jedynie słusznych" zasad żywienia, takich samych dla wszystkich, jest szarlatanerią – niezależnie od tego, ilu profesorów macza w tym palce.
  • Gdy organizm często i długo poddawany jest działaniu stresu, np. wskutek głodzenia, rozregulowuje się gospodarka hormonalna i organizm wydziela endorfiny. Są to substancje podniecające, podobne do narkotyku.
  • Łączenie diety ze sportem wytrzymałościowym, co właśnie się pro­paguje, jest najkrótszą drogą prowadzącą do wydzielania endorfin.
  • Próby narzucenia organizmowi tego, o czym on decyduje autonomicznie kończą się fiaskiem.
  • Stosując obecne zalecenia rodzice wpędzają dzieci w zaburzenia pokarmowe.
  • Te same słodziki, które zachwala się ludziom jako odchudzające, od lat są stosowane przy tuczu świń.
  • Lektyna z ziaren pszenicy należy do najbardziej szkodliwych sub­stancji, jakie można znaleźć w pożywieniu. Ludzie zawsze ją usu­wali, mieląc pszenicę na mąkę. Do czasu aż przyszli dietetycy, którzy zapewnili, że pełne ziarno jest zdrowsze.
  • Twój brzuch jest mądrzejszy, niż Ci się wydaje. Gdy po­zwo­lisz mu samodzielnie "myśleć" i działać, wyjdziesz na tym lepiej. Zapomnij o dietach-cud, a speców od żywie­nia zagoń do grabienia liści.

Jak rozumieć to twierdzenie, że nadwaga i inne problemy ze zdrowiem najmniej zależą od pożywienia?

Gdyby samo tylko jedzenie było odpowiedzialne za to, że ludzie tyją, to rady "dietetyków", próbowane przez miliony ludzi w ciągu dziesiątek lat przyno­siłyby rezultaty. Jednak dietetyczne mody (podobnie jak inne mody) szybko przemijają, natomiast problem nadwagi narasta i to w zastraszającym tempie. W dużej mierze to właśnie rady "speców" od żywienia przyczyniają się do tego, że ciągle rośnie rzesza otyłych.

Od indywidualnej przemiany mineralnej każdego organizmu, ale nie mniej istotne są, choć często nieuświadomione, psychiczne przyczyny fizycznych dolegli­wości. W przypadku otyłości często jest to lęk, po­trze­ba ochrony, nad­wrażliwość.

Istnieją ścisłe współzależności pomiędzy poziomami biopierwiast­ków we wło­sach i narządach wewnętrznych. Spektroskopowa analiza składu włosów określa zawartość ok. 30 biopierwiastków w organizmie - także toksycznych. Daje nam wiedzę nie tylko o ich dysproporcji (zarówno nad­miar jak i niedobór są patologią), wzajemnych propor­cjach i rela­cjach, ale też określa typ indywi­dualnej przemiany mineral­nej da­ne­go organizmu.

  • Jem to, co chcę, kiedy chcę, i ile chcę.
  • Niedostatek tłuszczu sprawia, że stajemy się tłuści!

    Należy zwrócić uwagę, że w USA, a także i in­nych kra­jach, gdzie w wyniku szerokiej kampanii propagującej żywie­nie o niskiej zawartości tłuszczu, ilość tłuściochów rośnie najszybciej. Już wiadomo, że nie tędy droga. Należy zapewnić odpowiednie proporcje białek, tłuszy i węglowodanów zawartych w naszym codziennym pokarmie.

Każdą dietę, organizm po­strzega jako stan klęski głodu. W odpowiedzi na zagrożenie gło­dem zmniejsza zuży­cie energii i każdy kęs pożywienia wykorzystuje do ostatka. Wprawdzie na począt­ku stosowania diety waga nieco spada, ale już po tygo­dniu oszukiwany organizm temu przeciwdziała. Gdy wrócimy do poprzedniego menu, w wyniku zwiększo­nego wykorzystania pokarmu szybko powraca do pierwotnej wagi. Przy kolejnych podejściach do stosowania diety pojawia się ów sławetny efekt jo-jo. Jest to reakcja na zjawisko powtarza­jących się klęsk głodu.

Liczbami można manipulować. Dawniej ustalano wagę mierząc wzrost w cen­ty­metrach i odejmując od tego 100. Później odliczano jeszcze 10 procent, potem 20 procent, a obecnie mó­wią o tzw. body-mass-index. Ale to, czy mamy nadwagę nie wynika z mnoże­nia kilku liczb.

Manipulowanie ludźmi tak, by odpowiadali panującej modzie i aktualnie przyjętym "normom" wagi i figury jest znęcaniem się nad nimi. U tych ludzi zwykle przyczyną tycia są problemy rodzinne, zawodowe lub osobiste, czyli związane z psychiką. Zazwy­czaj sfru­stro­wani dużo jedzą, ale problemem nie jest jedzenie, lecz frustra­cja. Jadłospisem nie poprawimy swojej sytuacji, tylko pogłębi kryzys. Potrzeba wie­le naiwności, by redukując jedzenie, sprawimy, że staniemy się szczupli. Bardziej prawdopodobne jest, że pozostaniemy grubi, a dzieci nie bę­dą rosły i rozwijały się prawidłowo. To jedno z wielu niszczących oddziaływań diet. Diety powodują tworzenie się kamieni żółciowych, cukrzycę, oste­oporozę, za­wał serca, niewydolność krążenia, nadciśnienie krwi, zwy­rodnienia sta­wów i kręgo­słupa. U mło­dzieży ścisła dieta zwiększa ryzyko wywołania zaburzeń pokarmo­wych aż 20‑krotnie. Wiele z nich ponosi poważne szkody fizycz­ne i psy­chiczne, czasem nawet kończące się śmiercią. A ilość tych przypad­ków rośnie.

W wyniku kampanii odchudzającej "pięć razy dziennie" odsetek dziew­cząt z takimi zaburzeniami może wzrosnąć nawet o ponad 30 procent. Dziew­częta łatwo wprawić w panikę, choćby sugestią, że przy określo­nym odżywianiu będą wyglądać jak ich mamy.

Dążenie do modnego dziś tzw."właściwego żywienia” stało się niemal religią. Dawniej "grzech” czyhał za drzwiami sypialni, dziś – za drzwiami lodówki. Wiara, że właściwe odżywianie nas zbawi ma już charakter niemal religijny, a powątpiewanie wywołuje takie zdumienie, z jakim dwa pokolenia wcześniej spotykali się kwestionując niepokalane poczęcie. Tak napędzane są interesy tych, którym wiedza daje władzę. Przedtem były to kościoły ze specami od wiary i grzechów, teraz – big farma ze specami od żywności i żywienia. Różnice w fizjologii trawienia są bardzo istotne. Każdy reaguje inaczej na określone artykuły spożyw­cze, jednym służą, innym nie służą, a jeszcze innym szkodzą. Jest to indy­widualne i zależy od wielu czynni­ków, głównie od konstytucji psy­chofizycznej, ale także od aktualnego stanu zdro­wia i zmienia się wraz z nim. Propagowanie "jedynie słusznych" i takich samych dla wszyst­kich zasad żywienia jest przejawem ignoran­cji i szarlatanerii – niezależ­nie od tego, ilu profesorów maczało w tym palce.

Wygląda to jakby nasz przewód pokarmowy zmieniał się wraz z modą na ak­tualnie modną dietę. Dwadzieścia lat temu zalecano jedzenie dużych ilości mięsa i mało warzyw - jakby człowiek miał przewód po­karmowy taki, jak kuna. Potem przyszła moda na ziarna - jakby nasz żołądek upodobnił się do ptasiego, by trawić zalecane ziarenka. Dziś idealne pożywienie miałoby składać się z wielu owoców i warzyw je­dzonych na surowo. Czy teraz ludzki układ pokarmowy upodobnił się do owczego?

"Witaminy – budulec życia" profesor Hans Konrad Biesalski, wykładowca biologii chemicznej z uni­wersytetu w Hohenheim, wyjaśnia, że większość wypowiedzi speców żywienia "to ustalenia poczy­nione jeszcze przed pod­jęciem odnośnych badań naukowych".

słowo wstępu zaczerpnięte
ze strony ambasadorzdrowia.pl Władysława Edmunda Kostrkowskiego
strzałka do góry
Ładuję stronę ...