Gość

Na drodze ku wyzwoleniu - I

» Artykuł z cyklu » Otwarcie wrót

Zapanowała moda na oświecenie w pigułce. Entuzjaści nie mając na to czasu ani ochoty, aby wnikliwe studiować na czym to polega, liczą na samo postanowienie dążenia do oświecenia. Oświecenie stało się synonimem niewiadomego. Powołując się w na związki z buddyzmem, propagują sekciarską odrębność, gdzie o randze nauczyciela decyduje dyplom, nie zaś autentyczna wiedza. Liczy się moda, taki owczy pęd ku nowemu. Starożytna tradycja rozlicznych odmian jogi i medytacji ugięła się pod zachłannością konsumpcyjnego społeczeństwa. Dopasowała się do norm kulturowych najbardziej uprzemysłowionych państw świata i masowy ruch New Age eksplodował radosnym krzykiem bez krytycznego zaufania. Nie istnieje droga na skróty, nie osiągnie się niczego bez podporządkowania ciała i umysłu jednemu celowi. Na drodze poszukiwań łatwo wpaść w pułapkę. Wygodniej jest naiwnie wierzyć w deszcz upajających wzniosłych idei, niż cierpliwie pracować nad sobą. Cudownego, wewnętrznego spokoju nie osiągniemy po piętnastominutowym seansie. To jest wykluczone.

Na drodze ku wyzwoleniu

Bardzo dużo mówi się ostatnio o czakramach i Kundalini. Niemal w każdej takiej relacji autor z entuzjazmem wysmaża niezawodny przepis na rozbudzenie tej siły, mającej zagwarantować pełne oświecenie. Przemilcza jednak, jacy ludzie i po ilu latach duchowej ascezy dostąpili łaski oświecenia, oraz jakich technik używali w tym celu. Wielu wręcz nie rozumie, że obudzenie Kundalini bez ćwiczeń oczyszczających potrafi w krótkim czasie zniszczyć cały układ nerwowy i sprowadzić ciężkie choroby umysłowe. A przecież pozostaje jeszcze do omówienia wątek moralnej odpowiedzialności za krzywdzenie drugiego człowieka - za umyślne wprowadzanie go w błąd.

Równie szkodliwym jest pogląd, że uprawianie wadżrajany doprowadza do oświecenia w ciągu kilku lat. Zapomina się przy tym, że wadżrajana jest praktyką totalną całkowicie podporządkowującą sobie ciało, mowę i umysł adepta, wymagającą od niego niezwykłej determinacji. Jest to ceł tylko dla zdecydowanych, zaawansowanych duchowo buddystów. Buddystów prowadzonych przez mistrza.

"Jest to - ostrzega M. Kalmus - droga dla nielicznych i naprawdę zaawansowanych buddystów. By na nią wkroczyć, potrzeba wielu lat wstępnych ćwiczeń, studiów i rozmyślań oraz właściwej postawy życiowej. Wielu zachodnich entuzjastów buddyzmu nie ma na to ani czasu, ani chęci. Z drugiej strony z niekłamanym podziwem, a nawet czcią otaczają oświeconych mistrzów i wielkich joginów tybetańskich.
Dziwnie tylko, że nie zwracają uwagi na te fragmenty biografii mistrzów, które opisują długie lata poświęcone studiom, lata totalnej praktyki, np. w odosobnieniu, w niezwykle trudnych warunkach - a przecież wszystko to oczyszczało umysł i hartowało ducha, stanowiąc konieczne etapy na drodze do oświecenia".

Joga, całe tysiąclecia była praktykowana i przekazywana uczniom w cichych ustroniach i zamkniętych aszramach jako wiedza tajemna. Ponieważ joga prowadzi do zjednoczenia świadomości indywidualnej ze świadomością kosmiczną zamykając w sobie całość spraw ludzkiego żywota, wzbudzone siły duchowe przeobrażają całą psychikę ucznia. Nowo powstałą harmonię i równowagę wewnętrzną utrzymuje się poprzez podniesie nie poziomu wibracji we wszystkich komórkach ciała. Jakakolwiek destabilizacja, chociażby poprzez uczestnictwo w wątpliwej moralnie sprawie, grozi poważnymi konsekwencjami na wielu poziomach egzystencji. Tu dopiero staje się jasne, jak ważna jest ochraniająca rola mistrza, który uczy jedynie techniki potrzebnej do osiągnięcia bezpośredniego poznania, że nie ma tu miejsca na wątpliwości czy roztrząsanie zasadności doktryny (ktoś albo doświadczył i wie, albo nie doświadczył i nie wie), że uczeń sam musi stawić czoła rozlicznym niebezpieczeństwom i sam wypracować własną indywidualną technikę treningową skuteczną w stu procentach jedynie w jego przypadku.

Wiele nieścisłości, przebarwień, a wręcz nieporozumień narosło wokół samej technicznej strony pracy nad przemianą. Gorąco propagowane sposoby przenikania do świadomości, choć bardzo popularne, przynoszą więcej szkody niż pożytku. Ich fragmentaryczne, eklektyczne i niespójne opisy jedynie ocierają się o wiedzę, na jaką się powołują. Stanowią ledwie echo tego, co ktoś gdzieś usłyszał u prawdziwego źródła. Dziesiątki sposobów prowadzenia oddechu, różne wizje sił Jing i Jang, nieporozumienia wokół wizualizacji kolorów czy czakr - cały ten ułomny kościec tworzy niezdrowy melanż tradycji chińskiej, indyjskiej, tybetańskiej i bliskowschodniej pomieszanych z praktykami południowoamerykańskimi. Byle szata wyglądała atrakcyjnie i dawała się przeszczepić na określony grunt kulturowy. Istny kogel-mogel. Byle łatwiej i szybciej...

Tylko po wierzchu całość zdaje się wyglądać prawdziwie. Jasnowidzenie, wizjonerstwo i rozumienie głosu wewnętrznego nęci każdego samotnego wędrowca. Nie mówi się mu jednak o tym, że od poziomu Trzeciego Oka człowiek bardzo, ale to bardzo potrzebuje mistrza. Żeby było ciekawiej - samo mechaniczne dojście do Trzeciego Oka jest nie możliwe dla człowieka, któremu nie było to pisane. Rozwój wszystkich niższych ciał duchowych postępuje nie tylko zgodnie z arkanami starożytnej wiedzy, jest nie tylko wspomagany niezwykłą wręcz duchową intuicją ale został starannie zaplanowany jeszcze przed narodzeniem człowieka. I tego obejść się nie da. Ale jak tu nie mieć złudnych nadziei, skoro na każdym kroku słyszymy, że Trzecie Oko to szósta czakra, że wystarczy wprowadzić do niej Kundalini, wpaść w rytm alfa i czekać, a sprawa załatwi się sama. Co niektórych muszę zmartwić, ale Trzecie Oko nie jest szóstą czakrą. Owszem, w momencie doskonałej koncentracji, uzyskanej przez wyłączenie ciała i umysłu, wytrenowana świadomość nie ma trudności z od nalezieniem tego centrum, mieszczącego się około pięć centymetrów w głąb czaszki na wysokości nieco powyżej brwi, będącego przejściem między ciałem fizycznym i astralnym człowieka. Nadto dotarcie tutaj prowadzi jeszcze przez Chardal Kanw al, ośrodek leżący pomiędzy Trzecim Okiem a szóstą czakrą współpracujący z sześcioma czakrami i pięcioma fizycznymi zmysłami ciała. Dlatego między bajki należy włożyć wydumaną przez T.L.Rampę (w rzeczywistości C.H. Hoskina) w "Trzecim oku" operację, w wyniku której delikwent zyskał zdolność jasnowidzenia. Jest to jedynie naiwne nawiązanie do trzeciego oka odkrytego przez F. Leydiga u pewnego gatunku jaszczurki. Koncentracja na szóstej czakrze, a następnie przenoszenie uwagi wyżej i w głąb zbiera rozproszoną w ciele świadomość, która uwolniona w Chardal Kanwal – samoistnie odnajduje Trzecie Oko i przechodzi do ciała astralnego, wywołując prawdziwy stan śmierci. Dlatego autentycznych medytacji, jak i tych podszywających się pod nie, od których pękają ezoteryczne podręczniki, powinien poniechać każdy uczeń, którego nie ochrania osoba mistrza. W przeciwnym razie igranie z ogniem może zakończyć się przejściem na drugą stronę życia lub psychicznym kalectwem.

Arkana wiedzy tajemnej zwracają uwagę na rzekomo niepodważalną prawdę, że koncentrowanie się na niższych czakrach opóźnia rozwój duchowy, że ściąganie uwagi w dół, do zmysłów i związanych z niższymi czakrami organów ciała, jest procesem odwrotnym do mistycznie pojmowanej koncentracji, co ma poniekąd wywoływać bałagan emocjonalny i rozpraszać, a nie konsolidować świadomość w ciele. I jak pogodzić te książkowe i kursowe zalecenia z prawdziwą wiedzą? Dla czego autorzy mieszają nazewnictwo, tworzą ciekawe hybrydy semantyczne, plątają filozofie i pojęcia? Przecież błędna interpretacja przekazów prowadzi do złego i w konsekwencji szkodzi obu stronom.

Owszem, dotarcie do granicy Trzeciego Oka zmienia światopogląd, poszerza horyzonty, wyrabia współczucie, zrozumienie i tolerancję. Znalezienie się tutaj nie jest jednak dane każdemu. Nam pozostaje raczej skromniejszy wybór. Nie tyle nieustanna praca nad sobą co odnajdywanie sensu życia, właściwe rozumienie indywidualnej egzystencji i troska o ciało fizyczne. Niby rzecz prosta, a jednak... a jednak i ona najeżona licznymi niebezpieczeństwami.

Ponieważ operowanie energiami subtelnymi wiąże się z silną ingerencją w ciało fizyczne, w podświadomość i świadomy umysł, trzeba zdawać sobie sprawę z ryzyka, jakie wynika z takich eksperymentów. Są to jednak jedyne dopuszczalne eksperymenty, jakie wspierają osobniczy rozwój. Kształtują one optymistycznie przyszłość, utrzymują ciało w idealnym zdrowiu i formują właściwie stosunki interpersonalne. Wysiłkiem, samozaparciem i samodyscypliną na nowo odkrywamy pojęcie przyjemności i radości, analizujemy spontanicznie i świadomie każdą z naszych zdolności, gdzie uczucie stawania się doskonalszym tworzy nową wartość. Ale i te najprostsze ćwiczenia, jak sesje oddechowe i afirmacje, potrafią być dla nas równie zgubne, jak dla zaawansowanego guru niepohamowane pragnienie osiągnięcia Brahmana.

Wielu z nas przyzwyczaiło się do pozycji lotosu, do otwierania czakr poprzez wizualizację, ich oczyszczania potęgą kolorowej prany oraz do przesyłania Kundalini w co raz to wyższe rejony. Jednak
zapytani o czakry, o ich energetyczną i tzw. świadomościową strukturę, z pamięci recytujemy wyuczone formułki i pewni swego dalej wierzymy w uświęconą prawdę odkrywcy, pomijając zdroworozsądkowe myślenie.

Prawdę odkrywcy cechuje jednak widzenie nowej rzeczywistości oczami starego świata. By nie wdawać się w zbędne dywagacje, przyjrzyjmy się krótko czakrze serca, do której schodzi przez szczyt głowy kryształowo - czysta boska energia. Dopiero stąd płynie ona do pozostałych czakr, a nie odwrotnie, jak się powszechnie uważa. Czakra sercowa jest ośrodkiem wyższych, oczyszczonych uczuć. Powszechnie panuje opinia, iż jej kolorem jest zieleń, dlatego zasila się ją wyobrażeniem zieleni i sprawę uważa za zamkniętą. Więcej czasu poświęca się już gromadzeniu Kundalini w ośrodku podstawowym.

Tymczasem poznanie tajemnicy serca jest pierwszym wtajemniczeniem Białego Braterstwa. To właśnie serce jest centrum Chrystusowej świadomości. Docierający doń kryształowy sznur spływa czakrą korony aż z czterech wyższych ciał. Jego aktywność widać w pulsacji ciemiążka u niemowlaka. To on rozpala troisty, półtoramilimetrowy płomień w fizycznym sercu. Kiedy ciemiążko zarasta w drugim roku życia dziecka, zanika dziewiczy kontakt z Bogiem i grubość kryształowego sznura drastycznie maleje.

"Ten właśnie płomień - tłumaczy mistrz Kuthumi - jest dla człowieka katalizatorem umieszczonym w jego wnętrzu, iskrownikiem, który może pobudzić go do takiego zestrojenia z Obecnością, że wspaniałe wpływy naszego Braterstwa będą mogły przeświecać przez jego aurę, a on będzie mógł stać się przyczółkiem nieba na ziemi".

Przenikający wszystkie ciała troisty płomień siłą Ojca, Syna i Ducha Świętego jaśnieje w sercu każdego człowieka, dając mu prawo do życia.

"Nalegam - pisał Saint Germain - by wszyscy ludzie strzegli tego punktu kontaktu, który mają z Życiem świadomie o nim myśląc. Nie musisz rozumieć zasady jego działania na podstawie skomplikowanego opisu czy postulatów naukowych. Niech ci wystarczy wiedza, że Bóg jest tam i że masz w sobie punkt kontaktu z Bogiem, iskrę ognia w sercu Stwórcy, zwaną troistym płomieniem Życia. Płonie tam jako trójjedyna esencja Miłości, Mądrości i Mocy. Każdy hołd złożony temu płomieniowi wewnątrz serca powiększy moc i iluminację Miłości w twej istocie. Każde zwrócenie uwagi na niego przyniesie ci nowe poczucie wymiaru, jeśli nie postrzeganego zewnętrznie, to przejawiającego się podświadomie pośród trzody twych wewnętrznych myśli.

Nie lekceważ zatem serca jako ołtarza Boga. Nie lekceważ go jako słońca twej przejawionej istoty. Przyciągnij od Boga moc Miłości i powiększ ją wewnątrz twego serca. Potem obficie wyślij ją w świat jako przedmurze tego, co przezwycięży ciemność planety, mówiąc: Jam Jest Światłością Serca płonącą w ciemnościach stworzenia i przemieniającą wszystko w złoty skarbiec Umysłu Chrystusa. Jam Jest tym, który wysyła miłość na zewnątrz w świat, by zmazać wszelkie błędy i obalić wszelkie bariery. Jam Jest mocą Nieskończonej Miłości, potęgującą się aż do zwycięstwa, na wieki wieków".

Nauka wedyjska wyjaśnia, że w sercu jest usadowiona żywa istota, która nie reaguje bezpośrednio z fizycznymi strukturami ciała, tylko oddziałuje na nie poprzez wpływy ciał subtelnych. Według "Wed" ta mała iskra duchowa stanowi podstawę ciała materialnego, a działanie jej rozprzestrzenia się poprzez własną energię, odczuwaną jako świadomość. Nadto świadomość ta nie podlega wpływowi czasu.

cześć II. »

- zainspirowany książką WYZWOLENIE Z.J.Popko popko.pl

Kamil Kuszewski

Uzdrawianie duchowe, które stosuję aby uzdrowić ciało fizyczne, nie likwiduje skutków choroby, tylko jej przyczyny, dzięki czemu organizm człowieka sam może już włączyć zawarty w DNA system samonaprawczy, który negatywne siły energetyczne wyłączyły, przypuszczając atak na jakiś organ w ciele człowieka. Poprzez duchowe pasma mogę działać na odległość.
Kontakt Kamil Kuszewski

Artykuły » Otwarcie wrótSobota 2 czerwca 2018

pokaż wszystkie artykuły »

strzałka do góry
Ładuję stronę ...