Gość

Medytacja

» Artykuł z cyklu » Otwarcie wrót

Wielu ludzi obawia się medytacji, uważając ją za praktykę mogącą zaszkodzić ciału. Tymczasem medytacja jest niczym innym, tylko jedną z form pracy z umysłem. Jest próbą zrozumienia siebie przez odwołanie się do skarbnicy wiedzy, jaką jest odnaleziona Jaźń.

Medytacja

"Kiedy jaźń umysłu staje się rozluźniona w ciszy - czytamy w przekazie Cayce'a - umysł (...) staje się świadomy obecności duchowej jaźni, która jest cząstką jaźni wewnętrznej i jest ukryta. Wówczas ku tej wewnętrznej świadomości płynie energia (...) A zatem jeżeli jaźń umysłu (...) jest w harmonii z Wolą Boga (...) wtedy przychodzi świadomość Jego ducha".

Odnalezienie prawdziwej świątyni w sobie jest jednym z największych odkryć, jakich może dokonać człowiek. To właśnie w Świątyni Serca promienieje Chrystus każdego człowieka. Według nauk Yoganandy w enklawie serca możemy poprzez pobożność, naukę i miłość otworzyć prawdziwy wzrok, rzeczywistą intuicję, które odsłonią przed nami duchową naturę stworzenia.

"Powinieneś odejść od praktyki opartej na rozumieniu intelektualnym – naucza Kaisen Krystaszek - odrzucić słowa i to, co za nimi idzie, nauczyć się kroku wstecz, który odwróci światło do wewnątrz, aby oświetlało twoją prawdziwą naturę. Ciało i umysł odpadną same z siebie i ukaże się Twoja prawdziwa twarz".

Ramakrishna, święty indyjski, powiedział jednemu ze swoich uczniów: "Gdybyś poświęcił praktyce duchowej dziesiątą część czasu, jaki przeznaczasz na uganianie się za kobietami i robienie pieniędzy, w ciągu kilku lat osiągnąłbyś oświecenie".

To prawda, że medytacja przeżywa obecnie prawdziwy renesans. Głośno o niej w prasie i w telewizji, szepcą o niej kochankowie i pary ze stażem. Nosi piętno sekretu i duchowej dojrzałości. Każdy chce jej posmakować, chce poszerzyć świadomość, zrozumieć człowieka i prawa nim rządzące, słowem - odkryć tajemnicę świata. Sięgnąć po to, co nieosiągalne. Jednak tylko nieliczni wiedzą, jak taki stan można osiągnąć.

"Medytacja to stan nie - umysłu" - mówi Osho. I tak i nie. Medytacja to z pewnością nie koncentracja. To stan czystej świadomości. To stan świadomości osiągany nie przez odrzucenie umysłu, lecz przez przeniknięcie jego punktowości, ukierunkowania, to roztopienie się w bezmiarze nadświadomości. Nadświadomość to synonim Jaźni. Medytacja to poznanie prawd ukrytych w Jaźni. Poznanie samej Jaźni jest dla zwykłego śmiertelnika niemożliwe. Dokonało tego niewielu, w tym Jezus, Budda i Sai Baba, i niewielu o tym głosiło.

Medytacja to poszukiwanie prawdy wewnątrz umysłu, które nie wymaga specjalnych obrzędów.

"Istota medytacji, istota modlitwy nie leży w ceremoniale, skomplikowanej pozycji ciała czy też w przyjmowaniu jakiś określonych postaw umysłu" - wyjawił Cayce. Nie musisz unikać wszystkiego, co dotyczy Jaźni, ani też tego, co robisz dla zaspokojenia swych materialnych potrzeb. Pozwól raczej, aby wszystko stało się efektem pracy umysłu, nie zaś jego celem. W ten sposób osiągniesz radość, iż jesteś dobry, iż kochasz i że serce masz otwarte.

Mistrz medytacji J. Krishnamurtii wyjawia, iż "Medytacja jest właściwie bardzo prosta. To my ją komplikujemy. Krępujemy ją siecią naszych pojęć - czym ona jest, a czym nie jest - pojęć nieprawdziwych. Właściwie dlatego, że jest ona tak bardzo prosta, wymyka się nam, umysł bowiem jest ogromnie przywiązany do myślenia - zagmatwany i znużony. A gdy kieruje sercem, wtedy powstają problemy. Medytacja przychodzi łatwo i naturalnie, gdy chodzisz po piasku na plaży, wyglądasz oknem, albo patrzysz na te śliczne wzgórza wypalone słońcem ubiegłego lata".

"Medytacja jest całkowitym wyciszeniem całego wewnętrznego ja - tłumaczy A. Kirkwood. - W ten sposób dusza staje wobec bezruchu umysłu i ciała. Osiągnięcie stanu medytacyjnego wymaga wielu ćwiczeń. Zabiera czas, wymaga hartu ducha, ponieważ umysł jest bardzo przebiegły i po prostu zaleje cię myślami, obrazami i wizjami. Nie tylko będziesz miał wizje, ale również usłyszysz dźwięki i doznasz wielu nowych odczuć. Zapewniam cię, że nie doprowadzi to do opanowania twego umysłu przez jakiegoś ducha, gdyż nie ma żadnej zasady ani mocy potężniejszej od Boga. W akcie medytacji zapraszasz Jego Wielkiego Ducha, aby stał się Jednym z całym twoim życiem. Nie znaczy to, że Bóg nie ma dostępu do twojego życia, ale że po prostu pozostawia wszystkim wolną wolę. Wolna wola obejmuje również wolność w komunikowaniu się z Nim".

Właśnie dzięki temu wewnętrznemu skupieniu, i to zupełnie przypadkowemu, w roku 1600 Jakob Boeheme podczas oglądania zwykłego kubka cynowego przeżył oświecenie. I choć akt ten trwał zaledwie kilkanaście minut, zmienił on całkowicie życie tego znanego później ezoteryka.

"Bo to w sobie samym ukształtowane nie jest ani wielkie ani małe – próbował Boeheme tłumaczyć współczesnym przeżyte doznanie - i nigdzie nie ma początku ani końca, jak tylko tam, gdzie boska żądza wprowadza się w istotę swej kontemplacji jak kreacji; ale w sobie samym to kształtowanie jest nieskończone a formułowanie nie do opisania. Podobnie jak wymodelowanie umysłu człowieka znajduje się niewymiernie w pewnej nieustającej formie, gdzie niezliczone obfitości seansów mogą modelować i ujmować się w tym jednym umyśle, które w ziemskiej kreaturze mają przecież po większej części stan pierwotny z fantazji gwieździstego umysłu, a nie z sił wewnętrznego podłoża boskiej mądrości".

Wszystkim wypowiedziom można przytaknąć i wszystkim postawić te same zarzuty. Podejść do medytacji jest bowiem tyle, ilu medytujących. Jednak zawsze musimy uporać się z tajemniczą niezdyscyplinowaną naturą umysłu. Bez poznania umysłu nie poznamy "zasad" medytacji. Wszystkie formy medytacji wewnętrznej i zewnętrznej kierują uwagę ku środkowi, na umysł. To on odcina zewnętrze od wnętrza i skupia uwagę na punkcie, poza którym znajduje się obszar doświadczeń pozarozumowych, gdzie nie istnieje logiczne myślenie. Medytacja to rozpuszczenie trzy istności umysłu: Ego, Boga, Świata. Wtedy zanika dwoistość wnętrze - zewnętrze, która odnosi się do ciała i która nie posiada żadnego znaczenia w Absolucie. Kształt lotosu serca wyobraża prawdę kosmosu zamkniętą w obiektywnym świecie wewnętrznym, odrzucającym subiektywny świat zewnętrzny. Kiedy zanika ego, pojawia się nadświadomość. Istnienie dwoistości przedmiotu i podmiotu poznania jest z gruntu fałszywe. Występujące w myśli zachodniej dwa aspekty doświadczenia, gdzie mamy pustkę i formę, prawdę relatywną i prawdę absolutną, okazują się nie istnieć. Innymi słowy, medytacja to zanik wrażenia oddzielenia podmiotu od przedmiotu doświadczenia. Tak samo buddyzm poszukuje rozwiązania problemu cierpienia poprzez zniesienie poczucia oddzielenia. Ten punkt widzenia wypacza naturalnie duchowy i psychologiczny charakter zachodniej indywidualności.

"Przeobrażeniom ulega aspekt przedmiotowości. Pojęcie rzeczy i rzeczywistości zaczyna być inaczej odbierane, a ich związek z tzw. Rzeczywistością potoczną - zachwiany. Liczyć zaczynają się związki między rzeczami, a indywidualne ich atrybuty tracą znaczenie.

Doszedłem do wniosku, że człowiek żyje zawsze w dwóch sferach doświadczenia: w sferze, w której przedmiot i podmiot są doświadczane jako osobne i wtórnie powiązane między sobą byty, oraz w sferze, gdzie doświadcza jedności ze światem (...) Ponieważ obserwujemy do świadczenia te u łudzi normalnych, musimy stwierdzić, że oni i świat, w którym się pojawiają, należy do ludzkiej natury.

Kurt Goldstein Dwoistość, doktrynę oddzielenia, sfundamentalizowała teologia i klasyczna psychologia, która na bazie myśli Newtona i Kartezjusza przyjęła separację jako naturalne ludzkie uwarunkowanie. Kościół Chrześcijański, bazując na tradycji Arystotelesa, Sokratesa i Platona, z wielkim znawstwem i wyrachowaniem przeciął człowieka, tworząc zewnętrzny i wewnętrzny jego obraz, na czym zbudował swoją potęgę.

U Platona spotykamy człowieka jako istotę szamoczącą się między tym, co w naturze złe, a tym, co szlachetne. Między boskim powinowactwem, a zwierzęcymi instynktami. Platon utknął na próbie zrozumienia dwoistej natury człowieka, Arystoteles podniósł go do rangi ustawicznej walki dobra ze złem. W te koleiny pchali wózek średniowiecznego materializmu kolejni myśliciele. Nowy racjonalizm Kartezjusza i Newtona pozbawił Boga dominującej roli, poddał przyrodę myśleniu analitycznemu, dzieląc świat na rozumne fragmenty, ale było to zastąpienie błędnego obrazu dwoistości innym fałszywym wizerunkiem, gdzie wyzbyta ducha ludzka istota została postawiona przeciwko samej sobie.

Freud i jego współcześni przyjęli ten wzór, tłamsząc jednorodność człowieka segmentowaniem go na id, ego i superego. Nietschego "Bóg umarł" i antyreligijny zaśpiew Marksa z leninowskim komunizmem odcięły rozum od świadomości boskiej, czyniąc z człowieka samotną skończoną maszynę. Ta zimna logika dzielnie współgrała z ideologią chrześcijańską i założeniami klasycznej psychologii, radośnie i we własnym interesie niszcząc naszą duchowość.

Tak kulturowo uwarunkowanemu rozumowi nie łatwo jest przeskoczyć w ideę jedności i posiąść ją chociażby na poziomie akceptacji. Nie jesteśmy, jak głosili Faryzeusze, istotami oddzielonymi od urodzenia, nie jesteśmy obarczeni grzechem pierworodnym, jak chce to widzieć judaizm i świat chrześcijański. Jesteśmy zintegrowanym z polem powszechnej świadomości jego psychiczno-duchowym elementem. Akt stworzenia zagwarantował nam dostęp do jego obfitości. Koncentracja i medytacja są ledwie narzędziami ułatwiającymi to zadanie.

"Każdy człowiek istnieje w tym polu i korzysta z niego jak Jezus i wszyscy oświeceni mistrzowie. Jedyna różnica polega na tym, że mistrz doświadcza swego związku z powszechnym polem zarówno świadomie, jak i nieświadomie. Uwolnił się on od iluzji, że rzeczywiste jest tylko to, co istnieje w świecie fizycznym. Rozumie, kim jest w stosunku do pola powszechnej energii i przenikającej je świadomości, gdyż bezpośrednio doświadcza zarówno tego pola, jak i Wszystkiego - powszechnej świadomości, która je wspiera. Świadome doświadczenie powszechnego pola jest możliwe dzięki przeciwstawieniu się tendencji do utożsamiania się ze swym świadomym umysłem i fizycznymi zmysłami, aż do osiągnięcia odłączenia się od nich. Scalając wszystkie fragmenty siebie, przekształcamy JESTEM będące syntezą jaźni, a przez JESTEM właściwie postrzegamy nasz związek ze Wszystkim i zawartymi w nim formami".

Keith Sherwood.

Jednak i świat naszej kultury ma ważne do spełnienia zadanie. Jest nim transpersonalna przemiana jednostki, która w modelu Wilbera stanowi najwyższą formę rozwoju, formę wykraczającą poza osobnicze odczucie siebie, gdzie rozwój duchowy idzie w parze z dojrzałością psychologiczną. Może się bowiem zdarzyć, iż jednostka o głębokim duchowym wglądzie będzie niedojrzała psychologicznie. I odwrotnie: bywa, że wyrafinowana i społecznie rozwinięta osoba za nic ma wartości królestwa duchowego. Na pocieszenie pozostaje fakt, iż są ludzie celujący w obu domenach. Przykładem tych rozbieżności są przybyli ze Wschodu kapłani, którzy nie mogąc się przystosować do nowego, bogatego w akty psychologiczne świata - nie potrafią się odnaleźć w nowej ideologii. Nie zdoławszy opanować wielu obszarów związanych z przetwarzaniem energii na niższych poziomach (seks, władza, pieniądze), gubią się, zatracają i co najgorsze - tworzą nowe, kaleczące psychikę uczniów wzorce. Eksponują chorą wizję świata, wizję w której człowiek, będący istotą społeczną odrzuca normy obowiązujące w jego kulturze (środowisku). Taki człowiek bez dobrze wykształconego aparatu psychicznego, opartego na zdrowych reakcjach psychologicznych, nawet rozumiejąc ideę Boga, nie odnajdzie siebie jako jego części. To przynosi z czasem ból, frustrację, pchnie w otchłań szaleństwa i bezskutecznie podejmowanych prób wyrwania się z matni. W ogóle pozbawi go cech ideału. Zwyczajnie: zepchnie w wymiar nieprzystosowania i niezrozumienia tak samego siebie, jak i prawideł rządzących tym światem.
A my powinniśmy robić po prostu to, co powinniśmy - brzmi główna zasada buddyzmu.

"Celem studiowania buddyzmu nie jest poznanie buddyzmu, ale poznanie siebie. Jest rzeczą niemożliwą poznać siebie bez pomocy jakichś nauk. Jeśli chcecie wiedzieć, czym jest woda, potrzebujecie nauki, a naukowiec potrzebuje laboratorium. W laboratorium są różne sposoby studiowania tego, czym jest woda. Dzięki temu możliwe jest zarówno poznanie, z jakich elementów składa się woda, jakie przybiera formy, jak i poznanie jej natury. Ale nie da się w ten sposób poznać wody samej w sobie. Podobnie jest z nami".

Shunryu Suzuki

"Myślenie czysto logiczne nie może dostarczyć nam wiedzy o świecie empirycznym. Wszelka wiedza o rzeczywistości ma swój początek w rzeczywistości i na niej się kończy. Reguły proponowane przez logikę są całkowicie puste".

Albert Einstein

I słusznie, że cywilizacja zachodu dodała do obrazu człowieka psychologię wschodu, to mocno określiło jego jednostkową i społeczną świadomość.

"Poznawanie buddyzmu jest poznawaniem siebie. Poznawanie siebie jest zapominaniem o sobie".

Zendzi Dogen

Jaka jest natura umysłu, jego stany i umiejscowienie? Z pewnością jest tym, czym my nie jesteśmy, obiektywizuje się jako przedmioty przez nas poznawane. To właśnie on znajduje się w kontakcie ze wszystkimi zmysłami. Zmysły tworzą hermetyczny świat zewnętrzny, umysł hermetyczny świat wewnętrzny. Tyle powie każdy ezoteryk, ale nawet on nie wprowadzi nas w prawdziwą naturę umysłu. Dokonać tego może tylko ten, kto ją w pełni urzeczywistnił. Istnieje tyle sposobów jej urzeczywistnienia, ilu mamy mistrzów, a każdy opis prób prowadzących do oświecenia brzmi zupełnie inaczej.

Nauki buddyjskie odsłaniają dwa aspekty umysłu. Pierwszy z nich to umysł zwykły, określany przez Tybetańczyków mianem sem. To świadomość rozróżniająca, która chwyta bądź odrzuca zewnętrzne, to co wchodzi w relacje z innym, z każdą rzeczą postrzeganą jako inną od obserwującego. To myślący organ funkcjonujący z rozpędu, fałszywie, w zewnętrznym punkcie odniesienia. To on uznaje i zatwierdza, doświadcza i zapamiętuje, miotając się bezradnie w zewnętrznym morzu wpływów, nawyków i uwarunkowań.

Drugi aspekt to prawdziwa natura umysłu - nie tknięta przez śmierć, absolutna, najgłębsza istota ukryta wewnątrzem, przesłonięta chaosem myśli i emocji. Intuicja czasami ociera się (ledwie) o potęgę zrozumienia daną prawdziwemu umysłowi, jakim jest wewnętrzne.

Sogyal Rinpocze przestrzega przed porównywaniem natury umysłu z naturą innych umysłów. "W istocie jest ona naturą wszystkiego. Zapamiętajcie więc, że poznając czy też urzeczywistniając naturę umysłu, poznaje się naturę wszystkich rzeczy i zjawisk". Dlatego Budda, osiągnąwszy oświecenie, pragnął ukazać nam naturę umysłu. Rozumiał jednak, że nie może podzielić się swoją mądrością że nie nadszedł jeszcze dla ludzkości odpowiedni czas, a objawioną prawdę sami ludzie zamkną w więzieniu sceptycyzmu.

Nauki wspominają o czterech błędach popełnianych w poznawaniu umysłu. Po pierwsze umysł jest tak blisko nas, iż trudno go zobaczyć. Po drugie jest zbyt głęboki, by go pojąć. Jeśli choć raz upuścimy sondę na jego dno, otworzy się sam. Po trzecie natura umysłu jest zbyt prosta, by ją uchwycić od razu. W istocie wystarczy zanurzenie się w nimi spokojne oczekiwanie (bez czekania). Po czwarte umysł jest zbyt doskonały, by go zinterpretować sposobami wymyślonymi przez inteligencję. Jego bezmiar przekracza naszą wyobraźnię. Poza tym wielu nie wierzy w oświecenie, które jest prawdziwą naturą umysłu. A przecież natchnienie i orgazm są jego skromnymi przebłyskami.

"Mimo że to, co zwykłe nazywa się umysłem, cieszy się powszechnym szacunkiem i jest szeroko dyskutowane, Jest nie rozumiane, rozumiane niewłaściwie bądź jednostronnie. Ponieważ nie rozumie się go poprawnie takim, jakim jest, pojawiają się niezliczone idee, hipotezy i filozofie. Ponieważ nie rozumieją go zwykłe istoty, Nie rozpoznają własnej natury. Wędrują więc między sześcioma odrodzeniami w trzech światach, doświadczając wyłącznie cierpienia. Jakże smutne konsekwencje ma zatem niezrozumienie własnego umysłu".

Padmasambhava

Tę opinię podzielają wszystkie nauki buddyjskie, upatrujące w spojrzeniu na naturę umysłu uwolnienie się od strachu przed śmiercią i potrzebę urzeczywistnienia prawdy o życiu. Spoglądanie na umysł od wewnątrz, a więc poprzez pozostawanie w jego bliskości, odcina wszystko to, co zewnętrznym postrzeganiem przytłumia jego blask. Wielu błądzi w gąszczu wrażeń zmysłowych, sądząc, iż ocierają się o umysł. Tak jak spoglądający na rozżarzoną żarówkę upatruje w niej idei rozpalonego słońca, nic nie wiedząc o teorii elektryczności.

Medytowanie wielu przeraża, pobudzając niezdrowo wyobraźnię wizją bezdennej pustki. Sądzą że dojście do Jaźni prowadzi przez bezwymiarowość, przez niemal lodowatą próżnię. Nic bardziej błędnego. To Jaźń jest dla umysłu próżnią. Tam koniec jest początkiem, a początek końcem wszystkiego, tam myśl tradycyjnego umysłu teraźniejszego rozbiega się, istniejąc w czasie, którego nie ma.

"(...) dwa sposoby myślenia, droga czasu i historii oraz droga wieczności i bezczasowości, stanowią część ludzkiego wysiłku, zmierzającego do zrozumienia świata, w którym żyje. Żaden z nich nie daje się pojąć przez drugi ani doń zredukować. Stanowią one, jak to mawiamy w fizyce, komplementarne punkty widzenia, każdy z nich jest dopełnieniem drugiego, żaden nie daje pełnego obrazu".

J. Oppenheimer

Chlubiąc się cywilizacyjnym dorobkiem, dumni z cenzora polityczno-gospodarczo-religijnego, na piedestale rozważań o człowieku stawiamy święte prawo dwoistości ludzkiej natury, gdzie niemal maniakalnie wyszczególniono to, co jest dobre, i to, co jest złe. Nic bardziej pokrętnego. Zło i dobro są tylko różnymi formami opisującymi zamknięcie jednostki w strukturach społecznych. Tak na dobrą sprawę to nikt nie potrafi powiedzieć, co będzie dobrem i złem za lat tysiąc. Dobro i zło są jedynie łańcuchem zmian moralnych zachodzących aktywnie w świecie zewnętrznej rzeczywistości. Dlatego Bóg nigdy nie potępia ani nie gloryfikuje jakiejkolwiek postawy. Dlatego nie przerwie żadnej wojny, jakie toczy człowiek od zarania dziejów. Z takiego wolnego wyboru, przez destrukcję tworząc nową wartość, mamy prawo korzystać my wszyscy.

"To umysł nadaje rzeczom ich jakości, ich podstawy i ich istnienie".

Dhammapada

Czy to oznacza, iż prawa rządzące zewnętrzem są ułudą że można bezkarnie kraść, zabijać, niszczyć, by w ten barbarzyński sposób tworzyć nową wartość? Bynajmniej. Nawet zewnętrze kieruje się prawami, które przenika duch wyższej świadomości, dzięki czemu możemy tworzyć coraz doskonalsze, bliższe słowu duchowemu prawa. Dlatego Jezus, Budda czy Babadżi żyli wśród nas na tym poziomie (jedli, spali i głosili). Ich przyjście miało wymiar ponadczasowy – wskazywało najwłaściwszy kierunek ludzkiego rozwoju i znaczenie istności, którą jesteśmy pospołu iż osobna, a której, o ironio, nie potrafimy objąć całkowitą percepcją. Drżymy niczym powietrze w balonie, które nie dostrzega ogromu wolnego nieba, gdzie piekło i czyściec są jedynie naturalnymi i jakże wstydliwymi powłokami ignorancji.

"Myślenie czysto logiczne nie może dostarczyć nam wiedzy o świecie empirycznym. Wszelka wiedza o rzeczywistości ma swój początek w rzeczywistości i na niej się też kończy. Reguły proponowane przez logikę są całkowicie puste".

A. Einstein

Ezoteryczna koncepcja poszukiwań daje impuls do poszukiwania pierwotnej substancji świata, która jest z nami jednością. Ten impuls czyni nasz poziom wrażliwy na przekazy Jaźni. Owszem, stanowimy część oceanu świata, ale nadal nie jesteśmy nim w pełni, nie jesteśmy, gdyż nie posiadamy jego rozmachu w tworzeniu zjawisk. Pewne uniwersalne zasady oceanu tyczą się również naszej egzystencji (istności), jego fali, ale musimy przyznać, iż wiedza ta - w ogólnej interpretacji oceanu - nadal formułowana jest zgodnie z prawami obowiązującymi dla fal. Mówienie zgodnie z prawami oceanu na poziomie fali jest nie możliwe, gdyż jednym z praw oceanu jest brak wszelkich praw.

Jakakolwiek próba kategoryzowania myślenia nawet według kryteriów ezoterycznych musi zakończyć się połowicznym sukcesem.

"Owe dwa sposoby myślenia (...) stanowią część ludzkiego wysiłku, zmierzającego do zrozumienia świata, w którym żyje. Żaden z nich nie daje się pojąć przez drugi ani doń zredukować. Stanowią one, jak to mawiamy w fizyce, komplementarne punkty widzenia, każdy z nich jest dopełnieniem drugiego, żaden nie daje pełnego obrazu ".

J. Oppenheimer

"Zaiste wszelkie zjawiska są naszym wytworem, tkwią w naszym umyśle jak odbicie zwierciadła".

Padma Sambhava

Niewątpliwie umysł jest częścią wszechogarniającej Jaźni, której poszukujemy, ale częścią ograniczoną do czterowymiarowego doświadczenia. Ponieważ tworzy z Jaźnią jedno, w rozwiązywaniu doświadczeń może korzystać i z uniwersalnego punktu widzenia. To, iż doświadczenie i punkt widzenia są jedne, wie tylko Jaźń.

Mówiąc o jedności nie mamy na myśli tego, iż wszystko, co widzi my w materialnym świecie, jest iluzją (Mają w hinduizmie). Oznacza to, że duch, rozumiany jako źródło, jako korzeń kosmiczny wszystkiego co żyje i nie żyje, jako nieskończony duch Stwórcy – jest we wszystkim. Manifestuje się także wewnątrz ludzkiej istoty.

Kabała mówi wyraźnie: chociaż wszystko istnieje we Wszechjednym, niemniej prawdziwe jest to, że Wszechjedne jest we wszystkim, kto rzeczywiście rozumie tę prawdę, ten posiadł wielką wiedzę. Pierwiastek duchowy tworzy wszechświat i nie wyczerpuje się w swoim przejawieniu. Świat nie jest Bogiem, jak naucza panteizm. Niemniej Bóg przenika świat, jest jego Domeną a zarazem przerasta go nieskończenie. Wszechjedne stanowi z kosmosem Jedność. Wszechjedne znajduje się we wszystkim, ale to "wszystko", będąc jednością nie jest Wszechjedne (choć jest we Wszechjednym).

Z więzienia umysłu nikt nie jest w stanie wyrwać się w sposób całkowity, ale samo dążenia do osiągnięcia tego stanu jest już częścią wyzwolenia i podstawą wewnętrznego dialogu. Kiedy dążenie się już rozpocznie, stanie się celem samym dla siebie. Mówiąc słowami Bhagvad Gity - "Niechaj celem czynu będzie czyn sam w sobie, a nie zdarzenie".

Medytacja daje możliwość oświecenia umysłu, lecz nie gwarantuje uzyskania potęgi jedności, tak jak fala nigdy nie posiądzie siły oceanu. Już sam akt poszukiwania oświecenia zmienia umysł, unicestwiając takie negatywne cechy, jak zazdrość, chciwość, mściwość, okrucieństwo, żądzę, strach, lęk etc. - wszystko to, co tłumi w człowieku wyższe racje. Duchowa prawda nie jest ani zawiła, ani naiwnie prosta.

Jedna z największych tradycji buddyjskich określa naturę umysłu jako mądrość zwyczajności. Wystarczy z wyczuwalnym dystansem podejść do intelektu i odrzucić logiczny umysł, który jest ziarnem iluzji.

"Oświecenie jest realne i każdy z nas, dosłownie każdy, we właściwych okolicznościach, dzięki właściwemu treningowi, może urzeczywistnić naturę umysłu i poznać tę nieśmiertelną i odwiecznie czystą część siebie. Oto obietnica wszystkich mistycznych tradycji świata, spełniona i nadal spełniana w tysiącach ludzkich istnień".

Sogyal Rinpocze

Yasuntani Rosi zapytany przez ucznia o przeszkody blokujące jego rozwój, odparł, iż wrogiem jest dyskursywne myślenie, które po jednej stronie stawia człowieka, a po drugiej to wszystko co nim nie jest. Także Plotinus, mistyk rzymski, nie postrzegał w widzeniu różnic i dwoistości.

Zadaniem medytującego umysłu jest odrzucenie pojęcia dualizmu. Wyjście poza czas i przestrzeń. Odszukanie domu. Pogrążenie się w wiedzy, która jeśli nawet zostanie zrozumiana - i tak przejdzie przez sito oddzielające umysł od Jaźni. Umysł musi walczyć o to, co zostanie po przecedzeniu.

"Zniszczone bariery mówią o dwoistym procesie (...) osaczania poprzez oddzielenie zlokalizowanej jaźni. Wszystko to jest jednym procesem. Jeśliby to odwrócić i nazwać ucieczką zunifikowanej delokalizacji duszy, to wówczas przybliży się myśl jasno świadczącą o istnieniu całości..."

Willett

"Dusza posiada coś, iskrę ponadzmysłowej wiedzy, której nigdy nie można ugasić. Jest jednak jeszcze inna wiedza o naszych duszach, która kierowana jest na zewnątrz ku przedmiotom; jest to mianowicie wiedza naszych zmysłów i rozumienia. Ukrywa ona nam tę nową wiedzę przed nami. Owa intuicyjna, wyższa wiedza jest poza czasem i poza przestrzenią, poza tu i teraz".

Mistrz Eckhart

Medytację można przedstawić na wiele sposobów. Budda znał ich 84 tysiące. Zarównie zaskakujące i przemawiające do wyobraźni zaliczyłbym techniki prezentowane przez Osho. Można mówić o nich tysiące razy i zawsze będą inaczej postrzegane, bo za każdym razem interpretuje je umysł znajdujący się w innym stanie. Dlatego zawsze są świeże i przystępne. Medytacja to smakowanie bytu ponad wszelkimi ograniczeniami.

Sprowadzony do domu umysł, cichy i rozluźniony umyka chaosowi dnia, wprowadzając nas w świat wolności i niepojętego spokoju, w świat snów dziecięcych, gdzie wszystko jest znowu razem i gdzie wszystko jest możliwe.

Po przejęciu władzy nad zmysłami umysł uzyskuje dostęp do ogromnych pokładów energii, niszczonych bezpowrotnie w czynnościach percepcyjnych. Ujarzmione i skierowane do wnętrza, torują drogę nowemu, które już nie wyczerpuje.

Celem medytacji jest przebudzenie, dostrzeżenie traconej na rzecz życia głębi własnej natury, powrót do niej. I słusznie. Jednak najważniejszym etapem całego tego duchowego eksperymentu jest - zaznajomienie się z techniczną stroną zagadnienia.

"Pierwszą rzeczą jest poznanie medytacji. Wszystko inne jest wtórne. Nie mogę ci powiedzieć, że powinieneś medytować, mogę ci tylko wyjaśnić, co to jest. Jeśli mnie zrozumiesz, jesteś w medytacji - nie ma w tym żadnego nakazu. Jeśli mnie nie zrozumiesz, nie będziesz w medytacji ".

Osho

Jednym słowem, medytacja jest pełnią zrozumienia czegoś, nad czym pracuje umysł, a ponieważ umysł sam nie potrafi tego dokonać, należy go maksymalnie wykorzystać, a potem... odrzucić, sięgnąć po kolejne narzędzie poznania. Druga prawda - gdyby jedna medytacja pomagała wszystko zrozumieć, świat znałby tylko tę jedną medytację.

Tymczasem medytacja to osobisty sposób dochodzenia do Wyższego Ja, albo raczej wykorzystania go do przekraczania granic umysłu, a nawet granic Wyższego Ja.

I tak jak w koncentracji, której siła płynie przez ciało, serce i umysł, tak i w medytacji trzeba zaczynać od uspokojenia ciała i serca, by przez umysł dotrzeć tam, gdzie nie ma umysłu i nas. Jeśli choć raz w tam - gdzie-nie-ma- nas zagości myśl z obszaru tam -gdzie- jesteśmy- medytacja znika.

Należy być biernym obserwatorem odbieranych wrażeń, człowiekiem nieczłowieczo rezygnującym z ich interpretacji. W przeciwnym razie igranie z subtelną materią umysłu, który przez lata raniliśmy i ugniataliśmy na własną modłę, może się zakończyć bezpowrotnym utraceniem wiary w sprawę, której nie potrafimy zrozumieć ani doprowadzić do końca.

Wszystko, co odbieramy, wchłaniamy jak gąbka i zostawiamy w spokoju. Wszystkie rzeczy i zjawiska są puste i złudne jak zły sen. Ta gąbka to praktyka uważności, która zbiera rozproszone myśli i opieczętowuje je. Kiedy emocje zanikają umysł nie krzyczy. Normalne staje się normalnym.

W spokojnym trwaniu roztapiają się wszystkie walczące i kłócące się z sobą aspekty naszego ja. W uważności zanikają negatywne stany umysłu. W tej pustce pojawia się pierwszy promień serca, potem drugi i następne, aż fala miłości i szczęścia przeniknie nas na wskroś. Dlatego medytację często określa się mianem praktyki spokoju.

Zręczność utrzymywania wizji na jednym poziomie zrównoważonego umysłu wyostrza postrzeganie. A sam umysł zostaje natchniony duchem wolności: spływa nań naturalne, stopniowe przyswojenie. Pojawia się delikatna równowaga, ciało zanika we własnym naturalnym rytmie, umysł zasypia i zapomina, że bierze udział w rytuale. Myśli przestają manifestować się jedna po drugiej. Bezstronność, bez emocjonalność, spokój i cierpliwość uwalniają w końcu umysł od związków z czymkolwiek. I właśnie w tym spokoju można zejść głębiej: w materię oceanu, w naturę samego umysłu.

Medytacja to przedłużanie takich przerw, co techniczną stroną wyraża się jako umiejętność nieanalizowania myśli. To tak proste, że aż niewykonalne. A kiedy budzimy się, budzimy się w ciszy. Tu nie istnieje gniew, nienawiść, złość, chciwość i pycha. Tu budzi się czystość. Tu serce jest sługą który wyzbywa się nieczystej myśli czegoś za coś, uznając prawa wszystkich i wszystkiego za równe.

"Zycie nie stanie się lepsze, jeśli nie będziemy umieli żyć w każdej chwili w spokoju i radości. Istniejemy na różnych poziomach: ciała, oddechu, umysłu, pamięci, intelektu, ego (małego ja) i Bytu (Wyższej Jaźni). Ale jesteśmy świadomi tych swoich władz".

Guraji

Taki jest ocean Jaźni. Miejsce, w którym słowa Goethego: "Uciekłbym, gdybym znał siebie samego" - tracą się w nicości Wszechjednego.

Jezus zapewniał, że "Kto straci swe życie z Jego powodu, znajdzie je". Kiedy porzuca się starą tożsamość na rzecz tożsamości-jedności, odnajduje się wtedy swoje prawdziwe życie.


- zainspirowany książką WYZWOLENIE Z.J.Popko

Mantra. Co zrobić, by nie stracić energetycznej cnoty. Na co zwrócić uwagę?

Kamil Kuszewski

Uzdrawianie duchowe, które stosuję aby uzdrowić ciało fizyczne, nie likwiduje skutków choroby, tylko jej przyczyny, dzięki czemu organizm człowieka sam może już włączyć zawarty w DNA system samonaprawczy, który negatywne siły energetyczne wyłączyły, przypuszczając atak na jakiś organ w ciele człowieka. Poprzez duchowe pasma mogę działać na odległość.
Kontakt Kamil Kuszewski

Artykuły » Otwarcie wrótWtorek 1 maja 2018

pokaż wszystkie artykuły »

strzałka do góry
Ładuję stronę ...