Gość

Świątynia Serca

» Artykuł z cyklu » Otwarcie wrót

Wzrost duchowy człowieka składa się z dwóch etapów. Pierwszy etap przerabiamy, gdy wzrastamy od pokochania siebie do miłosierdzia (czyli zaliczamy tzw. obszar uczciwości). Góra nazywa to "nauką jazdy na rowerze”, gdyż dokładnie można określić każdy element wzrostu, tłumacząc ten proces tak, jak technikę jazdy na rowerze. Jest to praca z umysłem, którą musimy przerobić konsekwentnie, krok po kroku.

Miasto Oriin

Drugi etap wzrostu, od miłosierdzia do poziomu 15, Góra nazywa „techniką pieca”. Na tym etapie rozwoju wystarczy nam jedynie obcowanie z istotami duchowymi (Jezusem, Duchem Świętym oraz wszystkimi innymi, którzy do nas przyjdą), by na stałe zapisać w sobie pewne wyższe pasma energetyczne. To przepromieniowywanie nas wysokimi wibracjami można przyrównać obrazowo do procesu rozgrzewania się zmarzniętego człowieka, który przebywał na mrozie i wychłodzony, wszedł do pomieszczenia z piecem, aby się ogrzać. Po pewnym czasie ciepło pieca, przenikając jego ciało, rozgrzewa go tak, że może on znów wyjść na mróz, czując w sobie ciepło. W konsekwencji więc, poprzez kontakt ze światem duchowym podnosimy swoje wibracje i stajemy się lepsi. Zapisują się bowiem w nas: opieka, troska, odpowiedzialność i miłość. Na końcu zaś wchodzimy w rozumienie.

Rozumienie jest cudownym stanem świadomości nie mającym nic wspólnego z gromadzeniem informacji, czyli rozumowym pojmowaniem całości. Wejście w rozumienie jest doświadczaniem pewnego stanu (odczuwaniem), który nie da się dokładnie wyrazić słowami bowiem, gdy włącza się myślenie, świadomość zostaje ograniczona do informacji zapisanych w naszym umyśle. Ponad rozumieniem znajduje się już tylko Prawda, którą każdy z nas kiedyś zgłębi, powracając do Źródła (scalając się z Duchem Całości).

Na początku rozwoju człowieka pojawia się wiedza, a ci, co jej jeszcze nie pojmują,
aby coś w  życiu osiągnąć, "na blachę" kują.

Potem przychodzi pojmowanie, czyli zdobytej wiedzy w rozumie takie układanie,
że wchodzimy w teoretyzowanie.


Ale dopiero, gdy pojmowanie scali się z doświadczaniem, wchodzimy w rozumienie,
czyli naszego ducha budzenie.

Miasto Orin zawieszone jest w przestrzeniach energetycznych. Znajduje się ono wysoko nad powierzchnią Ziemi, niedaleko Częstochowy. W maju 2009 roku nastąpiło połączenie się wszystkich czakramów Ziemi, co wytworzyło jasną, energetyczną otoczkę wokół naszej planety. W przyszłości (za około tysiąc lat) miasto Orin pokryje całą Ziemię. Tu bowiem główne siły światłości tworzą swoją bazę, z której będą mogły działać nie tylko w przestrzeniach naszego, ale i innych stwórców.

Gdy wchodzimy do miasta Orin, widzimy budynki w stylu sprzed około 2000 tysięcy lat, z arabsko-egipskimi akcentami architektonicznymi. Nie występuje tam żadna nowoczesna infrastruktura. Obserwując miasto z zewnątrz, ma się wrażenie, jakby jakaś niewidzialna siła wyrwała starożytne budowle z ziemią i zawiesiła w przestrzeni wokółziemskiej tak, że wyglądając przez okno budynku widzimy (energetycznie), iż można spaść w przepaść.

W mieście Orin znajduje się wiele budowli użyteczności publicznej, drogi oraz budynki, w których mieszkają ludzie. 80% mieszkańców stanowią schodzący, a 20% powróceni. Bardzo rzadko zjawia się tam człowiek karmiczny, któremu udało się pokonać własne słabości i zostać uświęconym.

Aby wejść do miasta Orin, wystarczy tylko w modlitwie poprosić o to Jezusa, lecz żeby zobaczyć tam wszystko, należy  mieć uruchomione widzenie energetyczne (jasnowidzenie). Dla wszystkich ludzi żyjących na Ziemi (również karmicznych) jest już przygotowane przez Białych Braci odpowiednie podpięcie energetyczne (podniesienie energetyki ludzkiej do 119 poziomu), tak aby wibracje człowieka (nawet z węzłem karmicznym) były dostosowane do wysokich wibracji panujących w tym mieście.

W mieście Orin znajduje się między innymi Biblioteka Astralna, Gmach Sprawiedliwości, Plac Defilad, Złota Kolumna oraz Świątynia Serca. W tamtych wymiarach nie istnieją żadne kościoły, a niedługo nie będzie ich również na naszej Ziemi. 

Najważniejszą dla nas budowlą w mieście Orin jest Świątynia Serca. Stoi ona na ogromnych białych płytach, zaś jej dach podtrzymują 64 gigantyczne kolumny. Gdy wchodzimy do Świątyni Serca, ukazuje się nam korytarz z 11 drzwiami po prawej i 11 drzwiami po lewej stronie. Kiedy przechodzimy drzwiami po prawej stronie, na samym końcu korytarza dochodzimy do wielkich drzwi, za którymi mieszka Duch Święty (czyli tzw. pierwsze zejście Ojca w Nim samym). Duch Święty to połączenie Nicości i Matki Boskiej. Ukazuje się On nam symbolicznie w postaci Marii – matki Jezusa.

Świątynia Serca

Pierwsze drzwi po prawej stronie prowadzą do Wieczernika. Zwykle jest to nieduża sala, w której stoi stół podobny do tego, jaki namalował Leonardo da Vinci na obrazie Ostatnia wieczerza. W prawym rogu znajdują się mniejsze drzwi prowadzące na zaplecze. Czasami stół się zakrzywia, a sala bywa pokaźnych rozmiarów jak w dawnych zamkach. Zwykle pomieszczenie jest puste, a na stole stoi klasyczny kielich (Święty Graal), w którym znajduje się energia Ducha Świętego. Czasami w Wieczerniku spotkać można różne osoby, w tym także Jezusa.

Wieczernik jest dla nas ważnym wsparciem duchowym. Powoduje otwarcie się człowieka na duchowy aspekt jego istoty. Zaczynamy tam czuć, że zawarta w nas cząstka Ojca przybiera na sile, że w trakcie duchowego rozwoju wzrastamy i jednoczymy się w trzonie duchowym – na początku z własną duszą, później z naszym duchem, a na końcu z Duchem Całości. Jest on naszą siłą napędową, choć – gdy czujemy się niezbyt czyści – krępujemy się tam wchodzić. Odczuwamy bowiem wstyd, duchowe zażenowanie, że jeszcze nie jesteśmy godni obcować z Jezusem. Wtedy wybieramy drugie drzwi prowadzące do Oazy Wzrostu.

Oaza Wzrostu przypomina wyglądem kamienistą pustynię pokrytą drobnym żwirem. Znajduje się na niej siedem wielkich bazaltowych głazów, na których leżą przydatne w naszym rozwoju księgi życia (m. in. Księga Intencji, Księga Inspiracji, Księga Zapomnienia, Księga Zwierzeń). Oaza Wzrostu to miejsce wypełnione Energią Stwórcy, w którym pracujemy nad pokonaniem słabości i własną duchową czystością. Pomaga nam w tym „rozpamiętywanie wczorajszego dnia”, dzięki któremu przerabiamy pokochanie siebie, wybaczenie sobie, pokochanie drugiego człowieka, wybaczenie drugiemu człowiekowi, współodczuwanie i współtworzenie. W ten sposób zaliczamy ósmy poziom energetyczny i docieramy na poziom dziewiąty (stajemy się święci). Wchodzimy wtedy w kanał bratni, dzięki czemu otrzymujemy potężne wsparcie światłości i możemy skutecznie działać, wyzwalając naszą planetę z niewoli sił ciemności.

W Oazie Wzrostu mamy czasami okazję, po raz pierwszy wejść we własne fizyczne wcielenia. Objawiają się nam bowiem tzw. lamarty – figury geometryczne, których krawędzie wykonane są z rurek, a ścianki pokryte błoną lekko falującą i zmieniającą kolory tak jak mydlana bańka. Lamarty mogą do nas wpływać, przy czym należy uważać, aby nie łączyć się z więcej niż jednym. Bowiem wtedy znajdujemy się w wielu rzeczywistościach na raz, co powoduje pewnego rodzaju rozczłonkowanie, przez co odbieramy informacje z wiele różnych rzeczywistości równocześnie. Gdy zaś połączymy się z pojedynczym lamartem, obudzimy się w rzeczywistości, którą kiedyś (w poprzednim lub równoległym wcieleniu) tworzyliśmy jako fizyczny człowiek. Co ciekawe, wielu ludzi doświadcza wtedy wspomnień z innych planet (światów), ponieważ wzrastali w innym świecie i zdecydowali się przyjść teraz na Ziemie jako schodzący, aby dokonać tak potrzebnych dla ludzkości zmian. Gdy obserwowana rzeczywistość odbiega od naszej ziemskiej, wtedy włącza się tzw. tłumaczenie energetyczne, które wymaga od nas pewnej kreatywności i rozbudowanej wyobraźni, abyśmy mogli przetłumaczyć (odwzorować) tamte odmienne światy na dostępne w naszym umyśle, ziemskie wzorce postrzegania otaczającej nas rzeczywistości.

Poznaliśmy już Wieczernik (pierwsze drzwi), w którym budzimy się duchowo oraz Oazę Wzrostu (drugie drzwi), gdzie doskonalimy się i nadrabiamy nasze zaległości w rozwoju. Pora teraz przyjrzeć się Białej Wieży (drzwi trzecie), która wyznacza nam kierunek zmian, jakie musimy wprowadzić we własnym życiu. W Białej Wieży mieszka Bóg Twórca (proszę nie mylić Go z Ojcem Wszechrzeczy), z którego wszystko ma swój początek (mam na myśli wszystko, co w naszym wszechświecie zostało stworzone). Biała Wieża posiada gigantyczne rozmiary. Wielu „naszych”, gdy do niej wchodzi po raz pierwszy, oczekuje sympatycznego spotkania z Ojcem, który pomoże w ziemskich kłopotach czy wyręczy w jakimś działaniu, a potem utuli i ukoi. Choć nasza świadomość odczuwa w Białej Wieży obecność Boga, a cząstki naszego ciała się z Nim identyfikują, rzadko kiedy można Go jednak zobaczyć pod symboliczną postacią (np. młodego, pięknego, niewinnego chłopca).

Obecność w Białej Wieży zawsze pozwoli nam zrozumieć prawdziwą istotę Boga. Raz na zawsze wyzbędziemy się fałszywej wizji Boga-Mocarza, który swoją potęgą wszystko naprawia i zmienia, który poprzez strach wymusza ślepe posłuszeństwo, a swoim wybrańcom pozwala dostąpić łaski zbawienia. Odczujemy coś zupełnie innego, a gdy włączy się umysł, zdziwienie jakie się pojawi, wyjaśnią napływające myśli: ...oh, myślałeś że pokieruję twoim życiem, że za ciebie wszystko zrobię!? Gdybym miał tak postępować, to bym ciebie nie stworzył na własny obraz i podobieństwo,i nie urodziłbyś się jako człowiek. Dostałeś dwie zdrowe ręce i moc, którą masz w sobie, więc działaj, a ja ci podpowiem jak. Pewnie zaszklą się wam wtedy ze wzruszenia oczy i zrozumiecie raz na zawsze, że nie możecie więcej iść na łatwiznę i w swoim życiu wyręczać się Ojcem.

Każdy, kto wejdzie do Białej Wieży, doświadczy na swój sposób wizji oraz stanów, które zapiszą się w nim, pozwalając odczuć niewinność Boga oraz – dzięki technice pieca – jej się nauczyć. Sceny i sytuacje zostaną w nim bowiem zapisane raz na zawsze. Dla przykładu, stan niewinności zostanie ukazany jako perfekcyjna czystość, w której nie ma ani obrony, ani ataku, czyli jako doskonałość.

Gdy dyskutujemy zawzięcie z Kowalskim, to tak naprawdę nie jego staramy się przekonać do swoich racji, tylko samego siebie. Gdy ktoś zmusza nas do powtórzenia lub zaprzecza naszym argumentom, to jest oczywiste, że nie chce nas zrozumieć. My, jeżeli to naprawdę wiemy, nie czujemy potrzeby się powtarzać – milczymy (czyż majętny człowiek chwali się przed innymi swoim bogactwem jeżeli jest naprawdę bogaty?). Dotyczy to każdej dziedziny wiedzy. Jeśli się o czymś wie, nie czuje się potrzeby o tym mówić – chyba, że ktoś nas o to zapyta lub prosi o wyjaśnienia (stąd powiedzenie: mowa jest srebrem, a milczenie złotem). Jest to pewna postawa życiowa: wiem, ale nie mówię (nie chwalę się wiedzą) – nie muszę bowiem siebie przekonywać w dyskusji. To samo dotyczy naszego życia. Jeżeli jestem niewinny i czysty (prawdziwy), nie muszę o tym nikogo przekonywać.

Przebywając w Białej Wieży, osiągamy powoli czystość duchową i prawdę. Kasujemy w sobie stopniowo fałszywą postawę – maskę, która stwarza pozory i powoduje, że nie jesteśmy sobą oraz udajemy świętość. W naszym życiu nie ma bowiem miejsca nawet na odrobinkę fałszu. Jedna niewłaściwa myśl, jedno niewłaściwe słowo, jeden niewłaściwy czyn kasuje bowiem niewinność w człowieku. Jest on prawdziwy tylko wtedy, gdy w 100% wypełniony jest Prawem Wolnego Wyboru. Odrobinka Prawa Totalnego Podporządkowania zabija w nas świętość.

Swego czasu, gdy zaliczałem pokochanie drugiego człowieka, wypowiedziałem publicznie następujące zdanie: „Jestem w stanie pokochać nawet prostytutkę”. Na szczęście życzliwa mi osoba, w postaci szczerej podpowiedzi, uświadomiła mi fałsz zawarty w mojej wypowiedzi (w wyrazie „nawet”), który przykryty maską dobrotliwości, zasłaniał ukryty głębiej podział na ludzi lepszych i gorszych... A przecież wszyscy jesteśmy dziećmi tego samego Boga.

Czwarte drzwi prowadzą do Czarnej Wieży. Tam człowiek się scala, integruje. Po wejściu do Czarnej Wieży znajdujemy się w czarnej przestrzeni, gdzie nie ma nic i nic nie można zobaczyć, poza pewnymi fragmentami dotyczącymi rozumienia specyfiki naszej istoty.

Przez całe życie System nas rozczłonkowuje. Za pomocą oprogramowania amputuje nam powoli wszystkie przymioty, jakie dostaliśmy od Ojca, gdy zeszliśmy na ten świat czyści i doskonali. Programy odbierają nam duszę, tworzą sztuczne podziały między naszymi braćmi tak, by każdy dostrzegał drugiego człowieka jako swojego przeciwnika. Wmawiają nam, że jesteśmy grzeszni, że mamy niedoskonałe ciała (np. krótkie nogi, małe piersi, obwisłe pośladki itd.). Zmuszają do krzywego patrzenia na siebie i drugiego człowieka. W Czarnej Wieży zrozumiemy to, co jest najważniejsze – że jesteśmy doskonali i że musimy to w sobie raz na zawsze zapisać, czyli się zintegrować. Musimy się nauczyć odczuwać własną doskonałość i pojąć, że System nas oszukał. Bez przerwy bowiem wmawia nam, iż wiele rzeczy jest w nas niedoskonałych tak, abyśmy widzieli się w niekorzystnym świetle i bez przerwy poprawiali swoje fizyczne ciała.

W Czarnej Wieży pokażą nam, jak mamy się scalić i odbudować oraz jak skutecznie pracować nad wybaczeniem sobie i jak zintegrować się w tym wymiarze ze swoją duszą. Uświadomią, że System nas oszukuje, ogniskując uwagę ludzi na ich niedoskonałościach. Podpowiedzą jak pokochać siebie, jak odzyskać wolność, jak żyć w radości i miłości.

Piąte drzwi prowadzą do Jeziora Radości. Wchodząc tam, nauczymy się rzeczy dla nas najważniejszej – pojmiemy, po co przyszliśmy na ten świat i jaki jest sens naszego życia. System wmawia nam, że powinniśmy cierpieć (motywując to tym, że jesteśmy grzeszni), że nie ma w nas Boga (oszukując, że Bóg mieszka tylko w kościele), że Bóg karze nas za popełniane grzechy (przemilczając fakt, że nas kocha, że chce, abyśmy byli szczęśliwi i żyli w radości).

Człowiek nie potrafi doświadczać radości. Często myli zadowolenie z radością, gdyż nie wie jak ona wygląda (nigdy bowiem jej nie doświadczył). Dlaczego tak jest? Ponieważ ludzie nie otworzyli się na Boga, zatem nie pojmują, po co żyją na Ziemi. Nie wiedzą, że są dziećmi Boga-Ojca oraz że Ojciec kocha swoje dzieci i o nie dba.

By człowiek nie poznał rzeczywistego celu własnego istnienia, otaczający go świat utrzymywany jest (przez siły ciemności) w ciągłym cierpieniu, w iluzji ludzkiej niedoskonałości, w permanentnym strachu podsycanym przez złudzenie, że Bóg jest mściwy i nieustannie karze wszystkich za popełniane grzechy. Wmawia się człowiekowi również, że zbawienie jest łaską, którą Bóg obdarza tylko nielicznych (wybrańców, którzy poprzez pokutę i cierpienie zasłużyli sobie na nie w oczach Boga).

Zakulisowi, którzy rządzą światem, na każdym kroku chcą zabić w ludziach radość. Starają się doprowadzić do tego, by istniało coraz większe bezrobocie. Poprzez koncerny farmaceutyczne głowią się, jak uzależnić wszystkich od szczepionek i leków, tak aby człowiek był coraz słabszy i miał zniszczony układ immunologiczny. Dodatkowo usiłują wprowadzić do sprzedaży tylko żywność modyfikowaną genetycznie – napromieniowywaną i sztucznie pozbawianą wartości energetycznych, by ludzie byli coraz bardziej chorowici. Przez niski poziomu świadomości oraz chore ciała skutecznie uniemożliwią ludziom wchodzenie w stan radości, doprowadzą do egzystencji w bólu i cierpieniu, do pogoni za pieniądzem, tak potrzebnym każdemu do przeżycia.

Jezioro Radości znajduje się na pustyni i wygląda jak wielkie rozlewisko, powstałe wskutek wydobywania żwiru lub piasku. Za nim, na horyzoncie, znajdują się skały. Jest ono pewną formą iluzji. Choć istnieje naprawdę, nie jest tylko jeziorem, lecz stanowi pewien mechanizm do uruchamiania w nas radości. Radość jest bowiem niezbędna do naszego życia. Jej brak nie pozwala człowiekowi uruchamiać woli potrzebnej do skutecznego działania, gdyż blokuje w nas pewne pasma energetyczne i duchowe. Bez uruchomionej woli nie możemy skutecznie funkcjonować (kreować rzeczywistości) – stajemy się zagubionymi marionetkami.

Wchodzenie w radość nie jest proste i oczywiste. Łatwo popełniamy błędy, blokując się na doznawanie wspaniałych odczuć, np. odkładając w czasie przyjemne chwile. Standardowo: pojechałabym na wczasy, kupiła coś, co mnie raduje i cieszy, ale jeszcze nie teraz, niech dzieci skończą studia, wtedy będę miała czas i pieniądze dla siebie. W międzyczasie dzieci na studiach urodzą swoje dzieci, więc decyduję się pomóc im odchować wnuki. I tak – z dnia na dzień, z roku na rok – odkładamy to, co sprawiłoby nam radość, a później, gdy chowają nas w trumnie, mamy wątpliwości czy dobrze przeżyliśmy życie. Wszystko wskazuje na to, że jednak źle, bo... nie potrafimy z tej trumny wyjść i dostać się do Nieba.

Gdy nie potrafimy wejść w radość, przenosimy się na chwilę do Jeziora Radości i robimy tam to, co najbardziej lubimy i co sprawia nam ogromną przyjemność. Dzięki temu, gdy z niego wyjdziemy, będziemy potrafili stworzyć, tzw. mozaikę radości. Mozaikę radości stanowią pojedyncze, drobne czynności, które sprawiają nam radość, czyli powodują wyłączenie naszego umysłu (myślenia) na rzecz bycia w tym, co robimy, gdy jest nam dobrze. Drobne czynności trwające krótko, ale często powtarzane, sprawiając nam radość, wytwarzają sumaryczną falę nośną nadającą naszemu życiu pozytywny smak. Nagle zaczynamy odczuwać słodycz życia i doznajemy trwałego stanu, który określamy szczęściem (w przeciwieństwie do zadowolenia, stan ten nie jest krótkotrwały i ulotny).

Następnego dnia, gdy pójdziemy do nielubianej przez nas pracy lub spotkamy się z człowiekiem, który nie darzy nas sympatią, potrafimy bez problemu przetrwać te „trudniejsze” dla nas momenty życia. Żywimy się bowiem jeszcze pozytywną energią wczorajszego dnia, kiedy to, smakując słodyczy życia, osiągnęliśmy stan szczęścia i radości. Będąc w pozytywnej energii (posiadając wysoką harmonię energetyczną), nie przywiązujemy większej wagi do przeróżnych problemów naszego codziennego życia.
Gdy nasza mozaika radości będzie coraz pełniejsza, gdy w swoim życiu przeżywać będziemy coraz więcej chwil sprawiających nam radość, pewnego dnia postanowimy zmienić własne życie tak, by robić tylko to, co lubimy. Nie damy się wtedy już więcej wykorzystywać egoistycznemu partnerowi, bezwzględnemu pracodawcy czy najbliższej rodzinie. Będziemy przebywać tylko tam, gdzie jest nam dobrze oraz zmienimy partnera lub najbliższe otoczenie. Zapanujemy nad własnym życiem tak, by nikt nami nie rządził, bowiem w Prawie Wolnego Wyboru nie ma struktur społecznych – jest tylko wzajemne pomaganie sobie. Ten, który ma większą wiedzę, pomaga temu, kto jej nie posiada, by szybko coś zrobić lub zrealizować jakiś projekt. Wtedy wszyscy ludzie chętnie pracują, co przekłada się na radość w pracy i domu.

Dramatem tego świata jest niewiedza ludzi o tym, że na Ziemi może istnieć radość, że Bóg-Ojciec stworzył nas, byśmy żyli w szczęściu oraz cały czas doświadczali miłości i radości. Dlatego tyle wokół nas smutku i cierpienia. Ludzie będący w Prawie Totalnego Podporządkowania i posługujący się Energią Przeciwną nie doświadczają radości. Ich rzekome zadowolenia z życia jest tylko iluzją radości, którą podtrzymują przez nieustanne myślenie i działanie, poprzez emocjonalne nakręcanie się na wykorzystywanie drugiego człowieka do własnych, egoistycznych potrzeb.

Gdy posługujemy się wyłącznie Prawem Wolnego Wyboru, to – przebywając w strumieniu miłości – osiągamy stan pokochania innego człowieka. Ten czysty stan uczuciowej obecności nie wymusza nawet konieczności współżycia seksualnego z drugim człowiekiem. Jest nam dobrze na samą myśl, że istnieje ten drugi – kochany człowiek. Natomiast gdy posługujemy się Prawem Totalnego Podporządkowania, blokujemy dostęp do naszego serca i nie możemy odczuć prawdziwej miłości. Często taki zablokowany (egoistyczny) człowiek ma potrzebę intensywnego uprawiania seksu z partnerem, aby w ten sposób doświadczać iluzji miłości i stale przeżywać jej namiastkę. Wtedy chce odbywać nawet kilkanaście stosunków dziennie, a jeżeli jest to niemożliwe, zmienia nieustannie swojego seksualnego partnera. Stąd biorą się seksoholicy, pracoholicy, alkoholicy itd. Potrzeba zagłuszenia w sobie wewnętrznej niemocy do przeżywania prawdziwej miłości staje się motorem do ciągłego, bardzo intensywnego myślenia i działania w jakiejś wąskiej sferze naszego życia.

Szóste drzwi prowadzą do Wzgórza Słońca. Jest to rodzaj piaszczystej wydmy, na której rosną trzy jodło-świerki. Gdy tam wchodzimy, pobieramy nauki – dowiadujemy się, czym tak naprawdę jest nasza planeta i jak wszystko na niej funkcjonuje. Na Wzgórzu Słońca człowieka uczy się, jak rozmawiać z roślinami, aby wydawały obfite plony, by owoce i warzywa były zdrowe i osiągały duże rozmiary. Poznajemy, w jaki sposób odrodzić (uzdrowić) naszą Matkę-Ziemię i jak korzystać z jej sił, aby ludzkie życie w radości mogło być wszędzie realizowane.

Ciało fizyczne człowieka nie stanowi własności istoty ludzkiej – jest jej darowane przez Matkę-Ziemię na okres ziemskiej inkarnacji, kiedy to Ziemia stanowi nasz dom. Jest wypożyczone i tak skonstruowane, aby umożliwić nam osiąganie radości wszędzie (nie tylko w naszym umyśle czy zbudowanych czterech ścianach) – w dowolnym zakątku ziemskiego globu. Tymczasem System, który zniewala i niszczy człowieka, dewastuje również naszą planetę. Zatruwane są: powietrze, woda i gleba. Niszczone i wycinane lasy. Wskutek tego giną różne gatunki zwierząt oraz roślin. Wszystko, co się tu dzieje, stanowi koszmar dla wszelkich form życia na Ziemi. Aby móc doświadczać radości, ludzie muszą zacząć dbać o całość, czyli o cały ekosystem naszej planety.

Dzięki Wzgórzu Słońca zaczynamy pojmować, kim jest dla nas Matka-Ziemia. Zaczynamy poznawać, odczuwać i rozumieć siły przyrody, które nas otaczają. Duszki przyrody, roje i krasnale wszechobecne w dziecięcych baśniach, istnieją naprawdę. Często oddają za nas swoje życie, abyśmy mogli przetrwać, gdy siły ciemności niszczą naszą Ziemię. Są ludzie, którzy nawiązują kontakty z siłami przyrody i otrzymują od nich potężnie działające artefakty, wykorzystywane w walce ze złem niszczącym naszą planetę. Dzięki temu walka o zdrowe jedzenie zostanie wygrana. Żywność modyfikowana genetycznie nie zdominuje całego świata – Polska się jej oprze. Już niedługo Polacy, początkowo jako nieliczni, będą mieli zdrową żywność a pod koniec tego stulecia będą organizowane wycieczki i z wielką radością, statystyczny Polak sadzić będzie rocznie 100 drzewek. W przyszłości nasza Matka-Ziemia się odrodzi, a wszyscy ludzie nauczą się właściwie korzystać z jej sił. Na Ziemi nie będzie już granic państwowych. Każdy człowiek będzie mógł żyć w radości tam, gdzie tylko będzie chciał.

Rodzi się pytanie: kto ma doświadczać wszędzie szczęścia i radości? Oczywiście człowiek. Aby tak się jednak stało, musi być on zdrowy, w pełni sprawny i całkowicie odrodzony. Okazuje się, że każdy człowiek może sobie bez problemu przedłużyć życie dwukrotnie. Do tego służy nam między innymi Zdrój Życia znajdujący się za kolejnymi, siódmymi drzwiami w Świątyni Serca. W Zdroju Życia następuje całkowita regeneracja ciała fizycznego człowieka.

Zdrój Życia jest zakotwiczony w Źródle Życia, którym jest Łono. W Łonie powstał nasz Bóg Twórca i gdy wchodzimy do Zdroju Życia, zostajemy stamtąd zasilani energią, która regeneruje nasze ciała. Do Zdroju Życia powinniśmy wchodzić przynajmniej raz dziennie (najprościej wykorzystać do tego Dziuplę). Wejście to pozwala zabić w nas wszystkie larwy uszkadzające nasze DNA. Larwy te wychodzą z ziemi i po czasie półtora dnia, pokonują zabezpieczającą nasze ciało błonę energetyczną. Dlatego, między innymi wskutek uszkodzeń naszych wzorców energetycznych (DNA), tak szybko się starzejemy i krótko żyjemy. Wynika więc z tego, że powinniśmy dbać o nasze ciało fizyczne. Jak dotychczas niewielu o nie dba, a jeszcze mniej wie, jak należy poprawnie to robić.

Aby nie uszkadzać naszych ciał: fizycznego i energetycznego, nie należy nigdy schodzić poniżej 100% harmonii energetycznej, a najlepiej utrzymywać ją w sobie na poziomie 170%. Tymczasem u przeciętnego człowieka harmonia energetyczna znajduje się na dużo niższym poziomie (poważnie osłabia ją m.in. stres, strach, negatywne myślenie, smutek, rozpacz). Gdy Jezus żył na Ziemi, utrzymywał harmonię energetyczną na poziomie 680%. Jest to już poziom mistyczny, gdzie następuje gwałtowne przedłużanie życia ludzkiego ciała fizycznego.

Duch ludzki jest cząstką Ojca. Został stworzony na Jego obraz i podobieństwo a tu, na Ziemi, wyraża się w naszym ciele. Musimy więc udowodnić, że z poziomu naszej duszy i ciała, gdy budzimy się w sobie (w świadomości własnego ducha), potrafimy dbać o wszystko, co otrzymaliśmy.

Poza wchodzeniem do Zdroju Życia powinniśmy również przepromieniowywać energetycznie spożywaną żywność oraz wodę. Żywność bowiem, nawet ta strawna biologiczne, posiada dużo niższą wibrację i przez to, po spożyciu, uszkadza naszą energetykę. Dla zachowania sprawności ciała fizycznego niezbędny jest również jego ruch (gimnastyka).

Następne drzwi prowadzą do Ciszy Nocy. Czasami nazywana ona bywa Ławką Zwierzeń, gdyż ukazuje się nam w postaci zwykłej ławki znajdującej się w różnych miejscach (np. w parku, w lesie, nad wodospadem, w hipermarkecie itp.). Gdy mamy obrane cele, a nie potrafimy ich zrealizować, wchodzimy w Ciszę Nocy, siadamy na Ławce Zwierzeń i spotykamy się na niej z Bogiem Twórcą albo z Bogiem Ojcem.

Bóg przychodzi do nas zawsze jako 30-sto letni młodzieniec – gorzej wyglądający i bardziej niestarannie od nas ubrany. Gdy się nam ukaże, zaczynamy z Nim fantastyczną rozmowę. Taką rozmowę, jaką prowadzi się z najlepszym przyjacielem, ukochanym ojcem, najwspanialszym człowiekiem. Czas wtedy przestaje mieć dla nas znaczenie – chcielibyśmy siedzieć i rozmawiać z Nim godzinami (zdarzy się nam czasem zasnąć). Gdy Bóg zgodzi się spełnić dla nas jakieś życzenie, wtedy podpisujemy umowę. Tak jak ludzie bratający się z siłami ciemności podpisują cyrografy, tak my, współpracując z Siłami Światłości, dokonujemy wpisów do Księgi Zwierzeń (przy Stoliku Podań albo na Ławce Zwierzeń). Jeśli Ojciec przyjmie od nas prośbę, to ona się spełni.

Bogu możemy oddać wszystko, czego nie potrafimy zrobić. Możemy powierzyć Mu nasze marzenia, nasze cele i działania, własną duszę, Ducha oraz własne istnienie czy obecne życie. Wszystko to, czego nie jesteśmy pewni i czego nie potrafimy osiągnąć. Ludzie boją się jednak zaufać Bogu, gdyż obawiają się, że otrzymają od Niego nie to, co chcą. A przecież Bóg wie lepiej od nas, co jest dla nas najlepsze i czego tak naprawdę nam potrzeba, abyśmy żyli w szczęściu i radości. Zaufajmy Mu bezgraniczne, a na pewno się nie zawiedziemy i otrzymamy to, co najcudowniejsze. Jest tylko jeden warunek – musimy cały czas istnieć w naszym Prawie (czyli w Prawie Wolnego Wyboru), bo gdy przejdziemy do Prawa Totalnego Podporządkowania, to dotychczasowy świat – świat w którym dotąd żyliśmy, zniknie...

Białą Księgę Bóg daje nam przez Stwórcę. Dotyczy ona doświadczeń ludzkiego Ducha, a nie nas czy naszej duszy. Ponieważ Duch z reguły jest rozczłonkowany, może doświadczać się w wielu światach równocześnie. Przeważnie kontakt z własnym Duchem nie może być werbalnie opisany przez człowieka, gdyż przekazu doświadczamy za pomocą czystej świadomości, bez udziału umysłu. Każdy ma na tym polu indywidualne doświadczenia, które doskonale rozumie, z tym, że – po otworzeniu oczu – wrażeń z pobytu w tych światach (odwiedzanych wymiarach) nie może wiernie opowiedzieć słowami. Dlatego, gdy dostaniemy Białą Księgę (wrzucą nas w doświadczenia własnego Ducha), po wyjściu z tego stanu (gdy włączy się umysł) z reguły nie możemy przeżytych odczuć złożyć w sensowną całość.

Wrota Czasu umożliwiają nam wgląd w przeszłość, przyszłości i teraźniejszość. Przy przenoszeniu się w czasie musimy jednak wiedzieć, że nasza Ziemia istnieje w dziewięciu wymiarach (czasoprzestrzeniach), które stanowią tzw. światy równoległe. Tak więc człowiek może istnieć na tym świecie oraz jednocześnie (równolegle) w pozostałych ośmiu światach. Dlatego trzeba uważać i sprawdzać na skalach, czy doświadczane wizje (obrazy) pochodzą z tego, czy innego wymiaru. Dodatkowym utrudnieniem jest nielinearność ścieżki czasu w poszczególnych wymiarach, co skutkuje czasami tym, że przenosimy się, np. 50 lat w przyszłość, ale zahaczając o inny wymiar, obserwujemy tak naprawdę to, co miało miejsce w przeszłości. Wszystkie dziewięć światów jest ze sobą w pewien sposób powiązanych, przez co zachowana jest chronologia czasoprzestrzenna.

Ostatnie, jedenaste drzwi to Wrota Stworzenia. Jest to miejsce, gdzie w przepięknej, kosmicznej scenerii, rodzi się ludzki Duch. Widok przypomina zachód słońca w kosmosie, gdzie bogactwo kolorów na tle rozgwieżdżonego kosmicznego nieba zwabi i zatrzyma na dłużej każdego, kto przekroczy jedenaste drzwi Świątyni Serca. Sceneria jest dynamiczna i widać, że wszystko dookoła żyje. Możemy tam odczuwać najsubtelniejsze przepływy energii.

Najważniejszym obszarem, który nas zauroczy, jest miejsce, gdzie rodzi się ludzki Duch – tzw. Kosmiczna Macica. W niej powstaje subtelna energia. Żywa a jakby lekko zagubiona i oddzielona od całości. Energia ta tworzy jasne kule, które odrywają się od Kosmicznej Macicy i lecą w przestrzeń. W każdej takiej kuli znajduje się śpiący ludzki Duch, który zaczyna swoje istnienie. Po chwili znika on w przestrzeni kosmicznej, a każdy, kto na to patrzy, doskonale wie, że za moment w odległym multiwersum, gdzieś na planecie w dalekiej galaktyce, mały Kowalski otworzy swoje oczy... Gdy patrzymy na ten proces, nagle coś w nas się budzi. Powoli zaczynamy integrować się z każdą cząstką Boga, która jako nowy Duch zaludnia odległe wszechświaty.

W pewnym momencie zdajemy sobie sprawę, że gdy w Kosmicznej Macicy rodzi się ludzki Duch, w międzyczasie walczą ze sobą o zwycięstwo dwa porządki rzeczy: rzeczywistość Prawa Totalnego Podporządkowania z Diablem na czele i nasza rzeczywistość (Prawo Wolnego Wyboru) pod przywództwem Pana Bożych Zastępów.

Pan Bożych Zastępów

Gdyby zwyciężyła tamta rzeczywistość, to Kosmiczna Macica, zostałaby przejęta przez obce jej Prawo a niewinny, nowo narodzony ludzki Duch dostałby się do niewoli i zaczął doświadczać potwornego cierpienia, które by się nigdy nie skończło.

Wynik walki obu porządków rzeczy zależy nie od postawy Kowalskiego czy Nowaka, ale tylko i wyłącznie od nas. Nagle odczujemy w sobie gigantyczną, potworną odpowiedzialność za losy naszego porządku rzeczy. Poczujemy w sobie cząstkę Ojca, która łączyła nas z całością i sprawiają, że stajemy się za tę całość odpowiedzialni tak, jak matka czuje się odpowiedzialna za każde ze swoich dzieci, niezależnie jak dużo ich wychowuje.

Dlatego nie spocznę w swoich wysiłkach, dopóki nie zwycięży nasza rzeczywistość i wszędzie nie zapanuje nasze Prawo oparte na miłości i wolności. Moje wysiłki to walka z samym sobą (ze swoimi słabościami) o 100 procentowe zapisanie się w Prawie Wolnego Wyboru. Gdyż poprzez bycie w radości i zachowanie czystości swojego serca, promieniuję Światłem na innych ludzi, by jak najszybciej się budzili. Dopóki bowiem znajdują się w uśpieniu, są nieustannie niszczeni przez tamtą rzeczywistość, nawet o tym nie wiedząc.

Jak widać, wszystkie drzwi w korytarzu Świątyni mają związek ze wzrostem duchowym człowieka. Aby wejść do Świątyni Serca (swego), wystarczy w modlitwie wyobrazić sobie mleczno-białą przestrzeń, w której znajduje się nasz Opiekun. Tylko systematyczne wchodzenie w modlitwę oraz świadomość, czym tak naprawdę jest nasz rozwój duchowy, pozwala regularnie wchodzić do Świątyni Serca oraz podążać drogą do Ojca, by na końcu scalić się z Duchem Całości (zintegrować ze wszystkim, co istnieje).


- opracowanie ze strony Z.J. Popko - źródło: popko.pl

Kamil Kuszewski

Uzdrawianie duchowe, które stosuję aby uzdrowić ciało fizyczne, nie likwiduje skutków choroby, tylko jej przyczyny, dzięki czemu organizm człowieka sam może już włączyć zawarty w DNA system samonaprawczy, który negatywne siły energetyczne wyłączyły, przypuszczając atak na jakiś organ w ciele człowieka. Poprzez duchowe pasma mogę działać na odległość.
Kontakt Kamil Kuszewski

Artykuły » Otwarcie wrótNiedziela 22 kwietnia 2018

pokaż wszystkie artykuły »

strzałka do góry
Ładuję stronę ...