Gość

Na czym polega Miłosierdzie?

» Artykuł z cyklu » Otwarcie wrót

Po zaliczeniu sześciu – opisanych – etapów duchowego wzrostu, poziom miłosierdzia w człowieku osiąga wartość 60%. Widać więc, że samo współczucie i współtworzenie nie przekłada się jeszcze w pełni na miłosierdzie. Czym jest zatem pełne miłosierdzie?

Miłosierdzie jest aktywną formą współczucia wyrażającą się w konkretnym, skutecznym działaniu. Spróbuję to dokładnie wyjaśnić. Współodczuwanie stanowi wstęp do miłosierdzia. Z otwartości ludzkiego serca rodzi się bowiem współczucie, które aktywizowane jest przez współtworzenie. Jak widać jednak, do jego pełni brakuje jeszcze sprecyzowanego, skutecznego działania. Zapewne większość z nas zaczyna się domyślać, o jakie działanie tutaj chodzi. Chcąc osiągnąć świętość, musimy w 100% opowiedzieć się za Prawem Wolnego Wyboru. W praktyce oznacza to, że każda nasza myśl, każde słowo i czyn muszą całkowicie wyrażać prawo duchowe tu, na Ziemi. Ci, którzy pracują już nad sobą, wiedzą, jak trudne jest to na samym początku rozwoju duchowego, gdy w relacjach z innymi ludźmi działa moralność – zakodowane w nas oprogramowanie systemowe. Skoro jednak uczciwie przerobiliśmy już sześć etapów wzrastania, wyzwoliliśmy się skutecznie ze szponów Systemu i znaleźliśmy w strumieniu światła, to naszym zadaniem docelowym jest utworzyć kanał zejściowy dla Światłości, aby Prawo Wolnego Wyboru mogło zapanować na całej Ziemi. I jest to zadanie najważniejsze, gdyż ma na celu wyzwolenie naszej planety spod panujących na niej przez tysiąclecia sił ciemności.

Najprościej ujmując – miłosierdzie jest zawarciem z Górą indywidualnej umowy, rozpoczynającej nasze skuteczne działanie mające na celu wyzwalanie ludzi, którzy wskutek własnych słabości (niezrozumienia istoty rzeczy) schwytani zostali przez siły zła w pułapkę iluzji. Każdy człowiek przyszedł na ten świat z pewną osobistą (indywidualną) misją, którą zaplanował sobie w zaświatach. W momencie wyzwolenia, gdy zacznie budzić się w nim świadomość, przypomni sobie ten cel i może wtedy rozpocząć jego realizację.

Dodam jeszcze, że tylko stały kontakt z Górą pozwoli nam na osiągnięcie tego celu, gdyż da możliwość zapanowania nad własnym życiem oraz umożliwi uruchomienie mocy, pochodzącej nie z ciała czy duszy, lecz od potężnego, ludzkiego Ducha.

Wartości od pokochania siebie po współtworzenie nazywamy uczciwością człowieka. Powyżej uczciwości stoi człowiecze dobro, które dodatkowo warunkują atrybuty miłosierdzia, zaś na końcu naszego rozwoju ukazuje się Prawda. Prawda o nas samych i naszych związkach z całością wszechrzeczy.

Uczciwość nie jest darem, lecz wewnętrznym głosem ducha. Gdy się nim kierujemy, nigdy nie skrzywdzimy drugiego człowieka, gdyż element pokochania bliźniego jest już w nas przepracowany. Uczciwość kształtuje również nasz wizerunek we własnych oczach i jest podstawą przyjęcia określonej postawy wobec życia. Wielu z nas się oszukuje, znajdując tylko potwierdzenie własnych zalet, z premedytacją omijając potrzebę przyjrzenia się swoim słabościom.

Jak już wspominałem (omawiając „wybaczenie sobie”), bez przyznania się do błędów nie ma możliwości ich naprawy i na ich gruzach budowy nowego siebie. Inaczej nasze słabości zawsze będą fundamentem egoizmu, pasożytnictwa i wrogości energetycznej, zręcznie zakamuflowanych pośród religijnych czy ezoterycznych słów o miłości i Bogu (Kościół katolicki i New Age). Oszukując siebie, zamykamy sobie i innym ludziom drogę do zbawienia, szczęścia i wolności. Dlaczego?

Pozornie jest to pytanie retoryczne, ma ono jednak swoje podwójne dno. Rzecz w tym, że kształtowana latami nieuczciwość wobec własnego Ducha oraz innych, wykształca w nas pasożytniczą postawę (nawyk) wobec wszystkich, z którymi się stykamy. Postawa taka jest męcząca, pochłania bowiem siły i opanowuje myślenie, a co najgorsze, skutecznie nałożona iluzja powoduje, że wielu z nas promieniując negatywnymi nawykami, wcale nie zdaje sobie sprawy, że ową nieuczciwość przekłada na doznania duchowe i wszystkie (nawet pozytywne) relacje z innymi ludźmi. Gdy rozwija się w osobistych związkach jak rak – pochłania, opanowuje umysł i emocje, zwyradnia. Ludzie zatracają się wówczas w błędnym wizerunku świata i sieją już tylko nienawiść, usprawiedliwiając swoją nasiąkniętą złem postawę, normami moralnymi i ustanowionym przez człowieka prawem.
Z wiekiem (na starość) przychodzi żal i rozgoryczenie. Człowiek po latach przykrych doświadczeń pojmuje, że ciągłe ucieczki od ludzi nie mają już najmniejszego sensu i że nie pozostaje nic innego jak trwanie w tym stanie na zawsze. Wtedy chwilami się poddaje i odsłaniając swoje prawdziwe oblicze – agresywnością i jawną wrogością manifestuje autentyczny stosunek do stykających się z nim ludzi. Wielu jego najbliższych zadaje sobie wówczas pytanie – co się z tym człowiekiem stało? – nie zdając sobie sprawy, że jego maska została zrzucona. Że ten oto nieszczęśliwy człowiek całe życie był dobrymi aktorem, potrafiącym maskować się na potrzeby chwili. Że po czasie, wszystkie jego sztuczki zawiodły i prawdziwa natura dała o sobie znać. Że wszystko to miało kiedyś swój niewinny początek, z błahego powodu drobnej nieuczciwości wobec samego siebie, która potem rozwijała się w nieuczciwość wobec wszystkich ludzi i całego świata – kształtując stałą, wrogą postawę wobec wszechrzeczy.

Bądźcie więc kochani bardzo szczerzy wobec siebie i rugujcie ze swojego zachowania wszystko, co rani was i drugiego człowieka, bo może to być wynikiem nieuczciwości, która –gdzieś głęboko w was ukryta – tli się i stale podsyca ogień energetycznej wrogości. Łatwo to sprawdzić. Wystarczy zastanowić się tylko, czy zawsze jestem uczciwy w pracy, w relacjach z partnerem i z samym sobą. Jeśli nie, to cały czas istnieje ryzyko spotęgowania nieprzepracowanych pasm do pułapu niemożliwości ich późniejszego pokonania.

Pamiętajmy, że nie powinniśmy niczego zabraniać drugiemu człowiekowi (oczywiście w jego własnym życiu – w swoim nie dajmy mu mieszać), nie wolno nam stosować wobec niego jakichkolwiek ograniczeń. Nie usidlajmy go prawem podporządkowania, bowiem nie tylko jego duszę tracimy, ale przede wszystkim własną. I nie ma żadnego znaczenia, czy Prawo Totalnego Podporządkowania w myśli, słowie i czynie wyrazi się w 100%, czy zaledwie w 1%. Bowiem zawsze oznacza to cząstkę ciemności w człowieku, która kiedyś może go pochłonąć...

Nie pozwalajmy też, aby drugi człowiek stosował wobec nas Prawo Totalnego Podporządkowania, gdyż nie ma to nic wspólnego z wybaczaniem czy miłosierdziem. Milczenie w takich wypadkach stanowi ciche przyzwolenie, czyli zgodę na zgubny dla nas kontakt z tamtą rzeczywistością (Prawem Totalnego Podporządkowania).

- opracowanie ze strony Z.J. Popko - źródło: popko.pl

Kamil Kuszewski

Uzdrawianie duchowe, które stosuję aby uzdrowić ciało fizyczne, nie likwiduje skutków choroby, tylko jej przyczyny, dzięki czemu organizm człowieka sam może już włączyć zawarty w DNA system samonaprawczy, który negatywne siły energetyczne wyłączyły, przypuszczając atak na jakiś organ w ciele człowieka. Poprzez duchowe pasma mogę działać na odległość.
Kontakt Kamil Kuszewski

Artykuły » Otwarcie wrótŚroda 17 stycznia 2018

pokaż wszystkie artykuły »

strzałka do góry
Ładuję stronę ...